poniedziałek, 1 października 2012

Łysogórki- finał

Ostatnia niedziela września była moim ostatnim dniem w sezonie 2012. Na finałową edycję wybrałem się z rodziną, Tedzikiem i Maćkiem. Na miejscu była już ekpia Yellow- Bike. Po szybkiej rejestracji rodziny i siebie przyszedł czas na rozgrzewkę. Nie objeżdżałem trasy ponieważ wszystko było mi wiadome, ponieważ startowałem już tu trzeci raz w tym sezonie. O 11, wystartował Igor na mini "Kubusiowej Petli". Tym razem zdobył pierwsze miejsce, po zastosowaniu odpowiedniej taktyki.
Po startach najmłodszych kategorii przyszedł czas na dużą pętlę. Ustawiłem się w drugim rzędzie. Po starcie na rundzie rozbiegowej było jak zwykle ciężko. Starałem się gonić Tedzika, a Żółty był już nie do dojścia. Kolejnym celem był Rysiek z Lubawki, który mi dołożył w Książu. Na polanie, gdzie na poprzedniej edycji urwałem przerzutkę już go wyprzedziłem. Tedzik i o dziwo Żółty byli w zasięgu wzroku.
Tuż po wyjeździe z lasu, na podjeździe pod stok cały czas ich widziałem. Niestety Żółty zaniemógł i tuż przed końcem pierwszej rundy zszedł z trasy i takim sposobem go wyprzedziłem - bo chyba innej możliwości na to by nie było:) Pozostało mi tylko utrzymać,  swoją pozycję, ponieważ Tedzik zbytnio się oddalił. Pierwsze okrążenie pokonałem w 20 minut, więc za cel przyjąłem sobie utrzymać takie tempo. Było bardzo ciężko, ale po masakrycznym finiszu ukończyłem ostatnie Łysogórki z czasem 1h 30 sek. Byłem bardzo zadowolony, gdyż na 3 edycji mój czas oscylował w granicach 1h i 3 minut. Rewelacyjnie pojechał również Tedzik, który zwyciężył w mojej kategorii 19-34 lata, dowalił mi ok. 5 minut. Podobnie jak ja zrobił rekord. Podejrzewam, że również warunki na to pozwalały. PO dekoracji powoli się zebraliśmy do domu. Zrobiliśmy sobie małą wycieczkę po "krainie wygasłych wulkanów". I tym sposobem zakończyłem sezon startów 2012 i chyba już na rowerowanie na dobre. W chwili natchnienia naskrobię jakieś podsumowanko...






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz