wtorek, 16 czerwca 2015

MDC-XC Sebnitz

 https://picasaweb.google.com/118139493902853652790/MDCXCSebnitz
Sebnitz to miejscowość leżąca na północnym krańcu Saskiej Szwajcarii. Z Żar dzieli mnie ta sama odległość co do Karpacza, jedyne 150 km, więc nie wahałem się ani chwili by po raz piąty stanąć do walki na 2. edycji Pucharu Środkowych Niemiec. Miejscówka była mi dobrze znana, ale gdy przybyliśmy na miejsce okazało się, że runda została zmieniona w stosunku do lat ubiegłych. Po zapoznaniu się z rundą stwierdziłem, że będzie ciężko. Ominięto jeden z trudniejszych podjazdów po korzeniach, ale za to doszły trzy inne i w dodatku dość sztywne. Dodatkowym utrudnieniem było to, że podjazdy te były błotniste, ale nie aż tak by grzęznąć....

Pierwszy startować miał Igor, w kategorii U9. Jego runda była rundą rozbiegową dla starszych kategorii wiekowych. Start był dość sztywny, a później było już z górki. O dziwo w jego kategorii łącznie zgłosiło się tylko trzech zawodników-(przeważnie w jego kategorii jest sporo zawodników, a przede wszystkim na wyścigach w Niemczech). Przed dziećmi miał jechać pilot, a mnie poproszono bym zamykał peleton. 3,2, 1 start! Igor wystrzelił, a pretendent do zwycięstwa nie mógł się wpiąć w swoje SPD...Czekałem, aż młodzieniec ruszy, a gdy już ruszył pogoniłem za nim, przeskoczył na 1 pozycję wyprzedzając drugiego zawodnika oraz Igora.
Chłopak miał moc, ale nie mógł jej okiełznać, bo tuż na skręcie przy końcu rundy wywrócił się. Igor w tym momencie objął prowadzenie, a ja czekałem na chłopca aż się pozbiera. Gdy ruszył, straciłem syna z zasięgu wzroku bo zaczął drugie okrążenie, a ostatni zawodnik miał problem ze zmianą biegu. Gdy już sobie poradził słyszałem w tle bardzo głośny doping, bo Igor zbliżał się już do mety, finiszował jako pierwszy! Ale niestety nie widziałem tego ponieważ ostatni zawodnik dopiero kończył 3 rundę. Był trochę nie pocieszony, ale taki właśnie jest sport.

Tuż po świetnym występie syna, przyszła kolej na mnie. Zostałem wyczytany do pierwszego rzędu, zaraz po tym jak elita bez licencji wraz  z Tedzikiem wyruszyła na trasę. Mocny start pod górkę wyszedł mi bardzo dobrze, po rundzie rozbiegowej było lekkie wypłaszczenie, a następnie rock garden. Na wypłaszczeniu trochę straciłem, ale później starałem się trzymać koło. Cały czas w głowie miałem to, co przydarzyło mi się w Boguszowie, bo kolejnego sflaczałego turlania się po rundzie nie przeżyłbym, ale doświadczenie nauczyło mnie, że raz jest gorzej raz jest lepiej.  Po pierwszym rock gardenie następował podjazd wyjeżdżonym singlem, który następnie przechodził w nowo wyznaczony podjazd, który był lekko błotnisty.

I tu właśnie na trzeciej rundzie zaatakowałem zawodnika przede mną, ponieważ tuż po nim następował zjazd kolejnym rock gardenem, bo przebyciu ok. 200 m szerokiego duktu zaczynał się znów sztywny podjazd. Przede mną pojawili się kolejni zawodnicy i ponownie udało mi się ich dojść. Chwilę odpocząłem i tuż przed zjazdem do kanionu zaatakowałem i na singlu w dół znów byłem pierwszy. Na ostatnią rundę wjechałem z bezpieczną przewagą, a samopoczucie miałem bardzo dobre, które pozwalało mi na to by na podjazdach mocno deptać w korby. I właśnie taki wyścig chciałem przeżyć, czuć euforie z dobrze przejechanej trasy, bez poważniejszych błędów na technicznych sekcjach, których w Sebnitz nie brakowało. Właśnie to było to! Oczywiście nie zająłem miejsca na podium, bo rywale byli jak zawsze poza zasięgiem, ale najważniejszą rzeczą była satysfakcja z pokonanych rund w dobrej dyspozycji! Kolejny raz był to dowód, by warto być upartym i jechać cross country! W Niemczech jak zawsze organizacja stała na najwyższym poziomie, ale co tu nie mówić, był to 24. wyścig organizowany przez lokalne stowarzyszenie Sebnitzer Radfahrerverein 1897 e.V.  Mój wynik uważam za bardzo dobry, bo po raz pierwszy w tym cyklu udało mi się wskoczyć do pierwszej 10-ki, zająłem 8. miejsce.

1 komentarz: