środa, 27 kwietnia 2016

Peklo Severu 2016: #1 Okruhy pod Jehlou

fot. Tomáš Dvořák
W minioną niedzielę zaliczyłem swój trzeci start zgodnie z zasadą: "Bądź uparty- jedź cross-country".  Tym razem wybór padł na czeską imprezę "Okruhy pod Jehlou” w Ceskiej Kamienicy, która była pierwszą edycją serii wyścigów pod wymowną nazwą ”Peklo Severu” (Piekło Północy). Był to mój debiut jeśli chodzi o ściganie w Czechach!





Na miejsce dotarłem wraz z rodziną: synem Igorem i żoną Katarzyną. Ten wyjazd miał inny wymiar niż zawsze,  ponieważ Kasia po ponad 13 latach przerwy  z powodów zdrowotnych stanęła ponownie na linii startu dzięki swojej upartości i miłości do tego sportu.
Start potraktowała jako nowe doświadczenie, bo wcześniej ścigała się tylko w maratonach. Niestety warunki pogodowe przypominały raczej przełaje, ponieważ temperatura oscylowała w granicach ok. 5 stopni i momentami coś pruszyło.
Na pierwszy ogień poszedł Igor, który ścigał się w kategorii dzieci 7-9 lat, która była dość licznie obstawiona z resztą  jak zawsze:)
Trasa nie była zbyt trudna technicznie, ale podmokłe, trawiaste podłoże wysysało z młodych zawodników siły. Igor zajął 4. miejsce wśród chłopców.
fot. Tomáš Dvořák

Po dekoracji dzieci objechaliśmy wraz z małżonką rundę (2,5km i 90m przewyższenia). Na pierwszy rzut oka nie była ciężka. W okolicach startu znajdował się wspomniany trawiasty podjazd, który kończył się błotem, reszta trasy była sucha i zawierała przyjemne elementy techniczne. Nie brakowało też podjazdów najeżonych kamieniami.

Start kategorii kobiet (36 lat i więcej) zaplanowany był wspólnie z juniorkami, elitą kobiet i juniorem i juniorką młodszą, które do pokonania miały 3 rundy.

Wyścig Kasi można uznać za bardzo udany, doskonale poradziła sobie z trasą i zajęła 3. miejsce.

Na 14-tą zaplanowany był start kategorii elita, junior oraz masters I. Na starcie zebrała się dość liczna grupa zawodników, a wśród nich ja i....Krystian Henek, którego raczej chyba nie trzeba przedstawiać. Do startów zawsze podchodzę na luzie i się nie spalam. Dla mnie najważniejszy jest udział i dobra zabawa. Zdawałem sobie sprawę jakie miejsce zajmuje w szeregu. Tuż po starcie podobnie jak w Świeradowie miała miejsce kraksa, na szczęście udało mi się uniknąć gleby. Do pokonania miałem 7 rund, ale dokładnie zdawałem sobie sprawę, że będzie dubel.
fot. Tomáš Dvořák
Jechałem swoje trzymając się zawodników na moim poziomie,  na początku trzeciej rundy dostałem już dubla, ale to wcale mnie nie zdeprawowało, starałem się dojść zawodnika przede mną, ale błąd  na jednym z technicznych elementów spowodował, że odjechał mi i nie mogłem zniwelować różnicy. Na ostatniej (mojej ) rundzie 100% trasy wyjechałem przy mega dopingu czeskich kibiców. Wyścig ukończyłem jako ostatni zawodnik w kat. Masters, który dojechał do mety- 14. miejsce z dwoma okrążeniami w plecy.

Podsumowując mogę powiedzieć, że było to udany debiut naszej rodziny na zawodach u czeskich sąsiadów, a sama impreza bardzo kameralna i jak dla mnie na wysokim poziomie, wyższym niż w Niemczech.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz