czwartek, 2 października 2014

Łysa i Singiel

Ostatni tydzień nie był zbyt łaskawy jeśłi chodzi o pogodę a i też za dobrze się nie czułem, ponieważ byłem lekko przeziębiony. Ostatecznie do weekendu wszystko się wyklarowało. W niedziele rano udaliśmy się w ostatnią podróż na Łysą Górę w tym roku. W tym sezonie po raz pierwszy udało mi się zaliczyć wszystkie edycje. Na lini startu pojawił się też Tedzik, który po dość długiej absencji wyścigowej postanowił się zmierzyć z stokiem. Pogoda była wręcz ideala. Jedynym mankamentem mogło być błoto w dolnej części trasy, ale mnie ono nie przeszkadzało.

Tym razem Igor postanowił się nie ścigać, wolał zachować siły na później:)
Po starcie jechało mi się dobrze, tuż po rozbiegówce byłem za Tedzikiem i Alfredem z MTB Lubawka, ale niestety tuż po zjeździe poczułem, że to nie będzie mój dzień. Podjazd pod Łysą Górę zweryfikował moją dyspozycję tego dnia. Poprzednia edycja prowadziła dłuższą trasą,  a ta była okrojona i pomimo to zrobiłem gorszy czas na krótszym okrążeniu. No cóż, bywa... Ogólnie zająłem 2. miejsce w kategorii, co pozowoliło mi na uzyskamie 1 . miejsca w kat. 35-45 lat oraz 6. open w klasyfikacji generalnej


Łysogorki to specyficzna impreza. Lubię ją. Trasa technicznie łatwa, ale podjazd zabija. Oragnizacja stoi na wysokim poziomie, a przede wszytskim daje możliwość startu dzieciom, ktorych na tych zawodach nie brakuje.
Po dekoracji i podsumowaniu cyklu udaliśmy się na singla. Pomysł ten podrzuciła żona:) I świetnie nam to wyszło. Ja z Igorem zaliczyliśmy niebieski (Hřebenáč) oraz czerwony (Obora) trail, natomiast Kasia wraz z Tedzkiem podążyli ku Smrekowi by zaliczyć trudniejsze sekcje. Nasz szlak był dość mokry, tzn. obfitował w sporo kauż, a niektóre były dosć przepastne, ale było przy tym sporo też frajdy: " W końcu mam brudne nogi"- stwierdził Igor:)
I takim to sposobem spędziliśmy jeden chyba z ostatnich weekendów wspólnie na rowerowaniu, który dał nam sporo frajdy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz