środa, 20 kwietnia 2016

Bądź uparty- jedź cross-country # 2- XCO Świeradów Zdrój- relacja

Mając miłe wspomnienia z ubiegłego sezonu, zapragnałem powrócić na trasę w Świeradowie, gdzie ponownie organizatorem było MTB Opoczno, a o tym jak było pisałem [TU].
Prognoza na weekend w terminie wyścigu była bardzo optymistyczna, niestety im bliżej było startu, tym było gorzej, dlatego podjąłem decyzję, że na wyścig jadę sam, a rodzina zostaje w domu. Na miejscu spotkałem się z moim mentorem i przyjacielem- Łukaszem. Gdy tylko odebrałem numerek startowy niebo odsłoniło swoje gorsze oblicze i zaczęło się z niego lać. Do startu miałem jeszcze ponad dwie godzinki więc na spokojnie delektowałem się dźwiękiem uderzających kropel deszczu o karoserię samochodu. Godzinę do startu lekko się przejaśniło i mogłem ruszyć na trasę.

Podstawowa zasada XC mówi: OBJEDŹ TRASĘ, bo to co było przed rokiem na trasie, dziś może wyglądać całkiem inaczej. I ta zasada dokładnie się sprawdziła! Pierwszy podjazd był sprawdzianem techniki jazdy w blocie, umiejętności optymalnego doboru przełożenia... Gdy już osiągnałem najwyższy punkt na trasie było już lepiej. Trasa poza początkiem była w 100% przejezdna, więc wróciłem do auta i czekałem na swój start.
Niestety ponura pogoda zebrała żniwo w postaci klęski urodzaju zawodników. Dzień wcześniej większość na Dolnym Śląsku startowała w Miękkini i byli pewnie tak ujechani, że odechciało im się jazdy w błocie drugi dzień z rzędu. Mówię tu o czołówce elity, która rok temu atakowała dwa dni pod rząd z tego co pamiętam.
30 minut przed planowanym startem zacząłem się rozgrzewać. Temperatura oscylowała w granicach 9'  C, więc upału nie było:)
Start w cross-country ma jedną poważną zaletę: nie trzeba ustawiać się godzinę czy pół godziny  przed w sektorze by marznąć. Rozgrzewkę zakończyłem dosłownie 2 minuty przed startem, a sędzia i tak po kolei wyczytywał zawodników.
W tym roku kategorię masters, w której startuję puszczono z elitą, co za tym idzie wydłużono wyścig do 8 rund. To zmieniło od razu postać rzeczy. Rok temu miałem do pokonania 5 rund.
Plan był taki by jechać swoje. Oczywiście te 8 rund dla mnie było na wyrost, bo tak na prawdę wiadome było, że dostanę dubla, ba i to nawet dwa, ale świadomość 8 okrążeń robi swoje.
Tym razem kolarzy w kategorii elita, junior i masters było mniej niż przed rokiem samych mastersów. Tuż po starcie po paru metrach ktoś sie wysypał i o mały włos nie zakończyłem ścigania, ale udało mi się wyjść z tego cało. Grupa przede mną uciekła, a ja już od startu jechałem swoje, by po 3 rundach nie mieć dosyć. Na pierwszym wspomnianym podjeździe udało mi się jechać, a nie biec z rowerem. I tak po pierwszej sztajfie utworzyła się grupa w której podążałem.  Niestety po  godzinie czułem, że już jest gorzej, a błoto na wcześniej wspomnianym podjeździe stawało się coraz gorsze- a ja coraz słabszy:(
Charakterystyka trasy powodowała, że po dość długim podjeździe następował zjazd, gdzie z powodu deszczu i niskiej temperatury dość się wychładzałem. Czułem, że nogi do końca nie chca się kręcić, ale wolę takie warunki niż upadł powyżej 30'C.
Jednym słowem dotarłem na 5. pozycji w mastersach dostając dwa duble od zwycięzcy w elicie- Filipa Helty.
Wyścig na stałe zapisuje w kalendarzu, tylko zamówiłbym pogodę z zeszłego roku! Bądź uparty- jedź cross-country.

PEŁNE WYNIKI [link]


1 komentarz: