środa, 20 lipca 2016

Mistrzostwa Polski MTB XCO 2016

Niestety rok temu  nie udało mi się wystartować na empekach z powodu kontuzji, ale w tym tak. Był to mój drugi start w mistrzostwach kraju, chociaż nie obyło się bez przeciwności losu: odwołany nocleg, walka z bolącym zębem i już na samym wyścigu walka z odkręconą manetką. Nie ukrywam, że był to główny wyścig sezonu, chociaż ani przez chwilę nie myślalem o jakimś wysokim miejscu. Plan był po prostu jeden, a raczej cel: ukończyć wyścig w całości. Poniekąd mi się udało, ale przejechałem tylko dwie rundy z czterech planowanych, zostałem ściągnięty w strefie 80%. Na normalnym wyścigu przejechałbym jeszcze jedną rundę.
Co do trasy to powiem szczerze, że była bardzo specyficzna, nie da się jej określić w kilku slowach. Dominowały krótkie podjazdy a zjazd następował co chwilę, a większość trasy usytuowana w kamieniołomie. Udało mi się pokonać wszystkie sekcje oprócz pierwszego zjazdu o wymownej nazwie "Gardłem Diabła" , a dropa nazwanego Dżampikiem jak zwykle objeżdżałem, bo była taka alternatywa.

Pomimo, że zająłem ostatnią pozycję nie czuję się jakoś rozczarowany, znam swoje miejsce w peletonie i cieszę się, że mogłem uczestniczyć  w tym wydarzeniu, jakby nie mówić krajowym święcie kolarstwa górskiego.
W kategorii masters I w której się ścigam zauważalna jest tendencja wzrostowa liczby zawodników startujących w czempionacie kraju: 2013 roku- 13-tu zawdoników, 2014-17-tu, 2015-23-ech, 2016- 24-ech.
Cała impreza poprowadzona wzorowo, jak na rangę mistrzowską przystało, bez zbędnych dmuchanych balonów w rzeczywistości i przenośni. Znajome twarze w różnych kategoriach, które po moim wyścigu dopingowałem wraz z rodziną, aczkolwiek liczba kibiców jak zwykle nie zwalała z nóg. Cały wypad potraktowałem jako wakacje, bo jako takiego urlopu nie mam więc przedłużony weekend od czwartku do niedzieli był formą aktywnego wypoczynku wraz z rodziną i przyjaciółmi.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz