środa, 10 października 2018

Dlaczego rower przełajowy jest fajny ???

Dwa lata temu zacząłem swoją przygodę z przełajem, aczkolwiek pierwszą styczność z tą odmianą kolarstwa miałem w 2001 roku, na Mistrzostwach Polski w Zielonej Górze jako kibic, gdzie po 16 latach sam wystartowałem na tej trasie w Pucharze Polski w kategorii masters
Gdy moi przyjaciele mieli już przełajki w swoich stajniach jako kolejny rower, ja ciągle opierałem się i dołączyłem do nich trochę później. Wspólnie robiliśmy treningi na rundzie CX(cx- skrót od cyclocross, czyli przełaj), ale gdy zmieniłem rower zrozumiałem, gdzie jest haczyk.




W tym tekście spróbuje udowodnić Wam dlaczego rower przełajowy jest fajny!
Pierwsza myśl jaka mi się nasuwa to to, że przełajkę albo się kocha, albo nienawidzi, natomiast
większość amatorów nie widzi pewnie różnicy między szosówką a rowerem przełajowym, ale różnic jest wiele, ale o tym później.

Pierwsza rzecz jaką wyróżnia ten rower spośród innych to- UNIWERSALNOŚĆ- po tym jak większość życia przejeździłem góralem, następnie miksując szosę i górala stwierdzam, że przełaj to rower wielozadaniowy, który można używać przez cały rok. Dla mnie jest doskonałym rowerem miejskim. Szybszym od górala, bardziej odpornym na nierówności i bardziej komfortowym od szosówki. Właśnie do takich celów używam go na co dzień, jako commuter bike.
Natomiast, gdy nie masz szosówki po zmianie opon, masz rower szosowy. Co prawda kąty ramy, pozycja, przełożenia są inne niż szosie, ale lepsze to niż jazda góralem po asfalcie...

Z początkiem jesieni zawieszam rower górski na haku, a do codziennych treningów zaczynam używać Cruxa. Jest to mój rower ZIMOWY. Wybieram wtedy polne drogi, ścieżki, których nie odwiedzam od wczesnej wiosny. Jest to okres na szutrówki, płaskie trasy, których unikam jak ognia na góralu. Zimą gdy przygotowuje się do sezonu letniego używam przełaja w momencie gdy warunki na szosie są niezbyt sprzyjające dla roweru szosowego.Wówczas uciekam na szutry, do lasu gdzie jest po prostu cieplej i mniej wieje, a szutrów w mojej okolicy nie brakuje.






W tym okresie biorę również udział w wyścigach przełajowych, które są idealną formą przygotowania do sezonu letniego. Na wyścigach często panują złe warunki atmosferyczne, jest zimno, pada deszcz, jest błoto, śnieg. Właśnie w takich warunkach można poprawić TECHNIKĘ. Wydawało by się, że trasy są dość proste, szybkie, ale na oponach 33mm, z twardymi przełożeniami robi się duuuużo trudniej. Rower przełajowy nie wybacza błędów, wręcz przeciwnie- ukazuje nasze braki w TECHNICE, w SILE oraz w PSYCHICE, ale gdy się już go trochę okiełzna jazda później na 29-te to zabawa!

Same zawody to dobra zabawa, szybko, zwięźle i na temat. Trzeba czasami zeskoczyć, pobiec ( to nie jest moja mocna strona),  a ich popularność rośnie z roku na rok, są również organizowane  tzw. ustawki ( nie oficjalne zawody). W samej okolicy- w promieniu 180 km od Żar naliczyłem ponad 15 wyścigów, więc jest w czym wybierać. A co do samych treningów przełajowych to rundę CX można dosłownie stworzyć samemu, na nie wielkim obszarze, dosłownie wszędzie. Osobiście mam trzy miejscówki na których trenuje skill'a.

Na koniec jedyna uwaga. Rower przełajowy nie jest tani- w porównaniu do szosówki na tym samym osprzęcie, to niszowy produkt na rynku, wypierany chyba teraz przez modne gravele.

Więc jednym słowem odstawiaj górala, chowaj szosę i kupuj przełaja, polecam ja- Kris MTB, znany bloger:)

P.S.
Na kanale GCN będą transmitowane relacje z belgijskich wyśicgów przełajowych, które są wg. mnie bardziej emocjonujące od XC: Brico Cross, Superprestige, DVV Trophy








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz