środa, 16 kwietnia 2008

ŁAZ XC 2008

Jak zwykle na „własnych” imprezach przed startem mam największe obawy. Niby coś „tam” trenowałem, ale tak do końca nie czułem się na siłach. I tak jak przewidywałem nie wykonałem planu.
Praktycznie cały tydzień przed imprezą padały deszcze więc wiedziałem już co mnie czeka na trasie. Wcale mnie nie zraziły takie warunki, a wręcz przeciwnie. Uwielbiam jeździć w błocie, w najbardziej gdy już nie pada. I właśnie tym się charakteryzowała trasa na ŁAZ XC 2008- nawet lekkie trawiaste podjazdy sprawiały trudności.

Start- po wszystkich obowiązkach organizatora imprezy na 40 minut przed startem zacząłem się rozgrzewać na trenarzerze. I teraz właśnie nie wiem czy mi to w ogóle służy. Ponieważ po 100 m od startu poczułem, że nogi mam jak kłody. Od razu jechałem na drugiej pozycji po pierwszym podjeździe spadłem na 5.Na końcówce pierwszej rundy wypadłem z trasy i spadłem na 7 pozycje, a przed sobą miałem tylko w zasięgu wzroku zawodnika z S&K Ambra MTB Team i Wojtka z mojego teamu.
Dopiero po pierwszej rundzie jakoś lepiej mi się jechało. Powoli odrabiałem dystans do dwóch wspomnianych wcześniej zawodników. Na końcówce III rundy jechałem 6 open i byłem blisko Wojtka. Niestety na IV rundzie zjeżdżając trochę za wolno wpadłem w największą dziure i wykonałem klasyczne OTB, w wyniku czego przestawiła mi się kierownica. I w tym momencie straciłem 6 pozycje open i 3 w elicie. Zanim wszystko zrobiłem 2 zawodników, którzy byli moim celem uciekła mi. V- ostatnia runda dała się najbardziej we znaki. Osłabłem strasznie. Wyszedł tu brak ogólnej wytrzymałości. Na ostatnim z podjazdów usłyszałem głos Żółtego... Na 100 m do mety wezbrałem wszystkie siły i zafiniszowałem, nie pozostawiając złudzeń koledze z teamu. Przyznam szczerze. Byłem wykończony.
Podsumowując mogę powiedzieć, że jestem zadowolony z przebiegu wyścigu jako organizator oraz zawodnik.

Pełne wyniki oraz fotki i film z trasy na mojej klubowej stronie:
http://www.zary-mtb.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz