niedziela, 25 kwietnia 2010

II Gubin MTB

Pierwszy start w sezonie budzi zawsze wiele pytań i wątpliwości. Tak też było i tym razem...Zawsze jest obawa przed startem, tym bardziej jeśli nie wie się na czym stoimy?!

Do Gubina wybrało się, aż 12 klubowiczów i w sumie 15 osób z Żar, czyli prawie jak za dobrych starych czasów, bo nawet mieliśmy nasz namiot klubowy...

Pogoda całkiem fajna, bo można było jechać na krótko, do czego raczej w tym sezonie nie przywykłem ponieważ większość treningów spędziłem jeżdżąc w nocy...Przypomnę, że jeszcze 4 dni wcześniej na nocnym treningu zastał mnie deszcz, śnieg i wiatr, co tym bardziej mnie zdziwiła pogoda w niedzielę.

Na starcie pojawili się jak zwykle Ci sami konkurenci znani z poprzednich lat z GP MTB Zielonej Góry, czyli wszystko wiadomo co i jak...

Na miejscu z moją rodzinką i Tedzikiem pojawiliśmy się o 10:00, gdzie w biurze zawodów panował już tłok. Tylko po założeniu numerków ruszyliśmy na objazd trasy. Niestety w połowie trasy zgubiłem siodełko... Ups...Lekko się odkręciło...a wszystko przez to „lajtowanie”. Na całe szczęście nic nie zgubiłem i pomknąłem skrótem do box’u serwisowego żeby usunąć usterkę. Raz, dwa, trzy i nasz etatowy mechanik Bartuch usunął problem przy pomocy kleju do gwintów...

Tuż przed południem, na który był zaplanowany start ustawiłem się mniej więcej w trzecim rzędzie. Punkt 12:00 ruszyliśmy z kopyta... I jak to bywa na starcie mnie mocno przytkało, a nogi miałem jak z betonu, tym bardziej, że start prowadził ostro pod górę po kostce brukowej. Po chwili każdy już znał swoją pozycję w wyścigu, porobiły się grupki. Jechałem ze swoimi konkurentami z kategorii M3- Oskar, Speedek, Rafał...między nami kręcił się też Szeker. I można powiedzieć, że było tak przez 5 rund. Starałem się trzymać koło, ale na piątej rundzie popełniłem błąd na jednym z piaszczystych odcinków i praktycznie nie byłem w stanie odrobić kilkunastometrowej straty. A na 6 rundzie jechałem już na lekkim skurczu. I w taki sposób zająłem 5. miejsce w swojej kategorii, a 13. open, co bardzo mnie cieszy. Trasa być może nie należała do trudnych technicznie, ale piach mocno mieszał szyki zawodnikom, ale przecież o to chodzi. Ogólnie jestem zadowolony ze swojej dyspozycji. Jak ja to mówię: „Czułem, że jadę!”. Najważniejsze jednak były słowa mojego synka- Igora- „Tatuś, jestem z Ciebie dumny, że wygrałeś!”. Nic tak nie dodaje skrzydeł jak takie słowa od małego bączka!



A podsumowując start mojego teamu jestem zadowolony z postawy: Kiełbika, który w elicie był 3, Zółty-5, Zdzisław-1 w M5, mój team mate- Dragon- 3 w juniorach.

A o wrażeniach Żółtego możecie przeczytać na jego sajcie: http://mzolty.ludziesportu.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz