poniedziałek, 2 stycznia 2017

2016 w liczbach

Jako, że rok 2016 to już historia przedstawię więc małe podsumowanie minionego sezonu w liczbach. Zawsze miałem skłonności ku tabelom. Dziś robi to za nas Strava, Endomondo, czy Garmin Connect i inne tego typu apki. W dobie wszechobecnej cyfryzacji danych łatwo wszystko nam się układa, kiedyś był to zeszyt, a potem arkusz excela....
Więc w 2016 zrobiłem 8695 km co daje wynik lepszy tylko o 500km względem 2015 ( gdzie byłem wyłączony z treningów przez 3 tyg z powodu złamania ręki).


Te 8595 to kilometraż treningowy, wyścigowy oraz transportowy... Podzieliłem ten wynik wg. aktywności: jazda w terenie na rowerze: MTB 2603 km, szosie 4127km, przełaj 1000 km, transport 865km.
Idąc dalej rozdzieliłem te km wg wydarzenia: trening: 7,526 km, wyścig 204 km. Wyścigów było 18. z czego 14 to MTB i wszystkie w formule XCO,  a pozostałe 4 przełajowe (CX). Średni dystans na wyścigu wyniósł natomiast zaledwie 11,33 km, a czas ścigania to 57 minut, ale za to przewyższenia rekompensują to, ponieważ średnio wychodzi 390 m w górę na 11,33km! W tą niecałą godzinę jeździłem ze średnim tętnem 92 % HR MAX, a najcięższy wyścig to Puchar Polski CX w Żaganiu, gdzie uzyskałem średnie tętno na poziomie 96% HR MAX!

Wyścigi jak wspomniałem, a było ich 18 to o 4 więcej niż rok temu, a wszystko za sprawą przełajów. Startowałem w kraju  w zawodach rangi pucharu polski - 3 razy, mistrzostwach polski- oczywiście raz oraz tzw. ogórkach. Za granicą debiutowałem w Czechach- 4 wyścigi, a w Niemczech- 3 razy. O wygranych nie napiszę bo takich wyścigów nie było, ale za to moja małżonka i syn stawali na najwyższym stopniu podium. Jako imprezę numer jeden wybieram wyścig w Vansdorf (Czechy)- jedna z edycji Pekla Severu, gdzie atmosfera i trasa były po prostu dla mnie rewelacyjne, natomiast rowerowym wydarzeniem roku są dla mnie Mistrzostwa Świata MTB w Nowym Mieście na Morawie, gdzie miałem okazję podpatrywać najlepszych!
Oprócz wyścigów  zaliczyłem parę wypadów na singla (szosa i MTB) oraz wypady na treningi szosowe na wokół Königshainer Berge czego znów chciałbym doświadczyć w 2017 roku!

Miniony rok to nie tylko liczby, to wiele wspaniałaych chwil spędzonych na rowerze z rodziną, przyjaciółmi czy w samotności, to przede wszystkim ciągła pasja i miłość do tego sportu, które mnie po prostu napędzają do życia:), a sezon przejeżdżony oczywiście w barwach Kacper - Narty : Rowery : Serwis i ciuszkach Martombike!

A poniżej wybrane fotki z sezonu 2016:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz