czwartek, 21 listopada 2019

Do trzech razy sztuka- Shop4Cross!!!

W minioną niedzielę wystartowałem w trzecim wyścigu w sezonie przełajowym w barwach Kacper-Rowery.com & M- Service Tele Punkt.  Był to mój debiut w nowo powstałej serii wyścigów Shop4Cross. Cykl ten wpisany jest do kalendarza wyścigów Niemieckiego Związku Kolarskiego- Bund Deutscher Radfahrer (BDR). W tym sezonie, podobnie jak w poprzednim ścigam się w kategorii Hobby, czyli u nas amator.




Po dwóch niezbyt udanych wyścigach na początku sezonu z powodów technicznych miałem niedosyt i chciałem  pościgać  się na 100%. Tak też było, bo mój GARMIN zanotował średnie tętno w wysokości 94% HR MAX, co oznacza, że było bardzo mocno!!!

Na kolejny start wybrałem się ze stałą ekipą, czyli chłopcami z placu broni. Krew, pot i łzy nie są im obce. Rower przygotowałem na tip-top bez żadnego druciarstwa, nogi również były gotowe do poświęcenia. Zmiany w moich treningach spowodowały, że jakoś tak od dwóch sezonów mogę powiedzieć, że wszystkie starty w moim wykonaniu mnie satysfakcjonują. Znam swój poziom i wiem na co mnie stać, a także wiem czego nie osiągnę, więc start w zawodach traktuję jako dobrą zabawę i po prostu lubię to. Wybieram sobie imprezy, które mi pasują, bo wyścigi są dla mnie, a nie ja dla nich! Jeśli trasa i lokalizacja mi nie pasuje, po prostu nie jadę tam. Nie biorę udziału w danym wyścigu, bo inni tam jadą i, że tak wypada, czyli na na zasadzie zaliczenia kolejnego startu. Nie, to nie ja! Wolę mniej, ale konkretniej:)


 

Na miejscu zastaliśmy świetnie przygotowaną trasę. W biurze zawodów panował jak zwykle porządek bez zbędnych procedur, a chaos znany mi przy okazji wyścigów ogarnianych przez sędziów z PZKLoL w Polsce, tu nie ma miejsca. Zresztą, u naszych zachodnich sąsiadów nie ma w tym względzie żadnych kompromisów, nie ma przerostu formy nad treścią, czyli pompowania balonów dosłownie i w przenośni. Po objeździe trasy wraz z nowo poznanym kolegą z Kanady, stwierdziłem, że będzie bolało. Trasa była namiastką Zonhoven czy Koksjide, czyli sporo piachu przeplatane płaskimi odcinkami oraz technicznymi singlami w lesie. W sumie runda w Blankenfelde była identyczna z moją na której na co dzień trenuję. Mnóstwo piachu, z czego jeden bardzo dłuuuugi podbieg oraz piaszczysty zjazd, który mogliście widzieć wcześniej na udostępnionym przeze mnie filmie.



Na 40 minut przed startem zacząłem się rozgrzewać na rolce. Ten sposób pasuje mi ostatnio najbardziej. Szybkie zejście z roleczki i 5 minut przed startem melduję się na linii startu. TOP 10 było wyczytywane, a następni zawodnicy byli ustawieni losowo. Stałem w połowie stawki. Po starcie przesunąłem się do przodu peletonu. Start w CX i XC to taka formuła jeden. Jest bardzo ważny, o kraksę nie trudno, a utknięcie gdzieś z tyłu zaowocuje dużą stratą do czołówki i praktycznie brakiem możliwości odrobienia strat, no chyba, że jest się MVDP:)





I tak sobie cisnąłem do pierwszego piaszczystego podjazdu, który udało się wjechać tylko do połowy. Jedno wiem: w błocie jakoś sobie radzę, na zjazdach piaszczystych też, ale stwierdzam, że biegać nie umiem i nigdy nie umiałem. To co zyskałem na technicznych sekcjach w lesie, traciłem na podbiegu...Na płaskim o dziwo odrabiałem.


Na ostatniej rundzie odparłem atak jednego z zawodników. W taki sposób udało mi się wywalczyć 13. miejsce w kategorii masters bez licencji. Do zwycięzcy straciłem jedyne niecałe 4 minuty ... Podsumowując pogoda dopisała. Dyspozycja też. Był piasek w zębach, krew w płucach, więc czego chcieć więcej???


#cyclocrossishere #kacperrowerycom #mservicetelepunkt #banless



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz