sobota, 10 lipca 2021

Grand Prix Walimia MTB XCO 2021

fot. Bartosz Bober Fotografia
 Przejdę od razu do konkretów. Ostatni mój start w Walimiu nie należał do najlepszych... Zdarza się... Ale od początku.

Trasę wraz z Tedzikiem objechaliśmy tydzień wcześniej, co dało mi i mojemu przyjacielowi,  a zarazem rywalowi jakąś tam pewność siebie jeśli chodzi o znajomość trasy.

Na miejsce dotarliśmy na 2 h przed startem, gdzie zastaliśmy perfekcyjnie przygotowaną trasę oraz ścigających się zawodników z młodszych kategorii. W biurze zawodów obyło się bez tłumów, a pan sędzia, którego kojarzę z wyścigów na Dolnym Śląsku, miło mnie zaskoczył mówiąc, że mnie pamięta ale z innej kategorii wagowej:)☺

Przed rozgrzewką ogarnęliśmy objazd rundy rozbiegowej, której wcześniej nie jechaliśmy, a w międzyczasie kibicowałem Sylwii , która już walczyła na trasie. Z reszta na Vlogu wszystko było widać.

Rozgrzewka, ustawienie na starcie i START!

To była dla mnie nowość, bo 2 min przed mastersami ruszyła kategoria elity i junior. Nie ukrywam stresowało mnie to trochę, mając w głowie to, że zawodnicy Ci będą nas- mastersów z końca stawki mocno napierać, na 3- 4 rundzie. Po starcie przesuwałem się do przodu, podjazd na rundzie rozbiegowej łączył się z jednym z najdłuższych podjazdów na trasie co dawało niezłe combo! Po podjeździe, była dość krótka, techniczna ścianka i znaleźliśmy się na odcinku sekcji, których nie jestem wstanie kolejności spamiętać do dziś. Tam zaskoczył mnie nowy odcinek pod górę, który moi rywale znajdujący się przede mną już pokonywali z buta. Cały czas byłem przed Tedzikem, a on w koło, w koło, podąrzał tuż za mną, jak na naszych wspólnych, ostatnich treningach. Tak było do rock gardena, najdłuższego w Polsce, bo tak jest określany ten element na trasie w Walimiu. Na najeździe popełniłem błąd, najechałem na pierwszą sekcję tej przeszkody zbyt wolno, gdzie mnie postawiło i prawie wyleciałem z trasy. Na szczęście wybroniłem się przed upadkiem, który mógłby się skończyć nieciekawie. W momencie gdy się zatrzymałem, musiałem usunąć się z trasy, bo blokowałem wszystkich za mną. O jeździe nie było mowy w tym momencie, bo nie miałem jak ruszyć. Dopiero, gdy powiedzmy Ci zawodnicy, którzy byli bezpośrednio za mną zjechali miałem wolny pas i ruszyłem by gonić- Tedzika. O Mike'u nie wspominam, bo on już dawno pojechał swoje i był po prostu poza zasięgiem, o Łukaszu tym bardziej bo to zawodnik, który walczy o wygraną w masters I w tym sezonie:)


Błąd, który popełniłem jak się okazało na pewno zaważył na dalszym przebiegu mojej rywalizacji z Tedzkiem. Niby był w zasięgu, ale stres, że już go nie dojdę wziął górą. Na jednym z podjazdów dopadła mnie bomba, a na sekcjach technicznych już bliżej mety popełniłem kolejny błąd i musiałem minimalnie podbiec co uderzyło w moje morale. Przekalkulowałem szybko swoją sytuację i skupiłem się na walce z rywalem, który mnie bezpośrednio poprzedzał  na trasie. Zaatakowałem na trzecim kółku, ale po chwili on poprawił i tyle go widziałem. To był cios po niżej pasa, chociaż na trzecim kółku jechało mi się stanowczo lepiej niż na drugim. Jechałem już swoim rytmem i pomimo, że na początkowym przejeździe skusiłem na rock gardenie następne przejazdy wchodziły jak trzeba.

fot. Bartosz Bober Fotografia

Na początku czwartego kółka rywal, którego zaatakowałem,  a ten przeprowadził efektywną kontrofensywę powoli zaczął "strzelać". Widziałem, że zbliżam się do niego i ponownie zaatakowałem w tym samym miejscu, gdzie czułem się dobrze na jednym z podjazdów. Też tak macie, że na trasie macie podjazd, który Wam po prostu wchodzi?

fot. Bartosz Bober Fotografia

To był właśnie ten moment, gdzie mogłem lekko odbudować się psychicznie i ruszyć do przodu. Niestety tuż przed rzeczką, czyli końcem czwartej rundy doszedł mnie lider naszego wyścigu- Szczepan Paszek, wykonując przy tym motywujące okrzyki w moją stronę, co mnie bardzo zmotywowało, ale jednocześnie uświadomiło, że mój wyścig w tym momencie się skończył. I muszę się pogodzić z dublem:(

Fakt jest taki, że mój czas jazdy w Walimiu pomimo dubla był o całe 20 minut dłuższy niż w Wałbrzychu, a gdybym wjechał na piąte kółko czas jazdy oscylował by w okolicach 1:25-1:30 h, co dla kategorii masters II jest dość długim czasem, nawet dla zwycięzcy Myślę, że w przyszłym roku ilość rund będzie mniejsza dla kategorii emeryt.

Podsumowując mogę napisać tylko tyle, że nie doceniłem poziomu trudności trasy, we znaki wdała się presja na rock garednie oraz to, że za bardzo chciałem dogonić mojego rywala/przyjaciela Tedzika.  Moim rywalom oraz przyjaciołom gratuluje wyników. Wyścig ukończyłem na 12. miejscu, na 15. sklasyfikowanych zawodników w kategorii masters II.

Imprezę w Walimiu bezapelacyjnie dodaję do mojej listy TOP miejscówek XC,  a jak wiecie jestem wymagający pod tym względem. Na koniec myślę, że jeśli za rok wyścig się odbędzie podejdę do niego z większym respektem.

Link do wyników [...]







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz