poniedziałek, 1 sierpnia 2022

Brtevské XC- po prostu minimalizm

fot. kuncikphotography.cz/
Ten post będzie tak szybki jak ten wyścig, a dzięki temu podzielę się z Wami kilkoma trafnymi spostrzeżeniami z ostatniego wyjazdu. 
Cyklo Point Cup już odwiedzałem jakiś czas temu, ale w ostatnich dwóch sezonach jak wiadomo imprezy trochę przycichły, ale w tym roku udało mi się tam wrócić. 
Cykl przeszedł lekki upgrade i chłopaki z Jicina organizują wyścigi w środku tygodnia. Samą imprezą nazwałbym bardziej formą ustawki, ale skoro są numerki startowe, jest pomiar czasu, są wyniki online, trasa jest oznaczona i są nagrody więc imprezę  można nazwać wyścigiem.

To co zauważyłem to Czesi mają wywalone w otoczkę: balony, barierki, elektroniczny pomiar czasu czyli totalny minimalizm, ale za to trasa jest zawsze konkret.
Tutaj było to klasyczne XC. Dłuugo do góry, a potem w dół. Przez moment myślałem, że się zawiodę, ale całe szczęście myliłem się. 
Początek wiódł lekko pod górę asfaltem, a następnie trochę łąki i długo szutrem w lesie...Cały czas lekko pod górę, więc był to idealny początek na selekcje.
Start miał miejsce o 17:30,  a zapisy były możliwe na miejscu do 15 minut przed startem za śmieszną opłatą 110kC, po prostu Lubię to!
 Wracając do trasy to przyznam się, że zjazdy nie wchodziły mi tak jakbym sobie życzył pomimo tego, że parę sekcji było podobnych do tych w moim Zielonym Lesie. 
fot. kuncikphotography.cz

    Tuż przed 17:30 wszyscy uczestnicy zjechali na dół do wioski, a następnie ruszyliśmy asfaltem  z powrotem do początku rundy i takim sposobem poszedł ogień na całego. Peleton się rozciągnął i tak na prawdę każdy rzeźbił swoje i za to właśnie uwielbiam XC bo nie ma tu jazdy na kole, każdy jedzie swoje, a grupki są maksymalnie 2-3 osobowe. Właśnie w takiej grupie jechałem na pierwszej rundzie. Tuż przed pierwszym zjazdem zaatakowałem i z 3. pozycji w naszej grupie przesunąłem się na pierwszą i na zjazd wjechałem jako lider tego trzyosobowego  peletonu. Przyznam się szczerze, że kaleczyłem zjazdy,  a dopiero na trzeciej rundzie poczułem flow...
Pięciokilometrową rundę z ponad 150 metrami przewyższenia pokonałem w około 20 minut, więc zapowiadał się solidny, godzinny wyścig.
    Na drugiej rundzie doszedł mnie jeden z zawodników, który wcześniej jechał za mną...Na podjeździe trzymałem mu koło, ale na zjazdach niestety okazał się lepszy... i tak właśnie straciłem 3. miejsce w kategorii, bo ostatecznie byłem 4. 

Podsumowując mogę napisać tylko tyle, że im mniejsza pompa tym impreza mi się bardziej podoba, a słowo klucz to: trasa!

    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz