poniedziałek, 14 maja 2012

Górale na Start # 2- Szczawno Zdrój 2012

Tak na prawdę na początku sezonu nie miałem w planach Górali...A tym czasem drugi mój start i druga odsłona Górali, tym razem na znanej nieco mi trasie w Szczawnie Zdrój. Na miejsce dotarliśmy o 11-ej wraz z moją familjadą. Szybko potwierdziłem start Igora i swój. W ogóle formuła wyścigu jest świetna. Zapisuje się raz, wystarczy tylko potwierdzić, a wpisowe znikome. Łącznie nie ma tłoku, ogólnie kameralna impreza.
Warunki nie napawały mnie optymizmem, ponieważ podczas podróży cały czas padało, jednak po przybyciu na miejsce wyszło słoneczko i zrobiło się  w miarę ciepło.


Od razu pojechałem na trasę by móc zapoznać się z czekającą mnie rzeźnią. Niestety tuż za ścianką znaną z edycji Lang Grand Prix MTB próbując ominąć korzeń najechałem na liście, które kryły pod sobą jak później się okazało denko od zbitej butelki. Efekt był taki, że w przeciągu sekundy opona straciła całe swoje powietrze....No i było gorąco...wesoło nie było...Po jakimś 1 km z buta dotarłem do auta...Żona Kasia była już na deptaku, czekając na start Igora w kategorii Szkrabiątka...Przy samochodzie chłopaki ( eks klubowicze), a obecnie  członkowie Marek Konwa MTB Racing Team pomogli załatwić oraz założyć mi oponę od Piotrka Sułka BOPLIGHT TEAM ŚWIDNICA. Dzięki temu w tym czasie mogłem kibicować Igorowi w jego drugim wyścigu w tym sezonie...Co prawda wyścig rozgrywany był na deptaku, ale emocji nie zabrało. Igor tym razem zajął 2. miejsce. Całe szczęście, że udało się zoorganizować tę oponę, w tym miejscu chciałbym podziękować Piotrowi za użyczenie opony oraz Szekerowi oraz Marcinosowi za jej przełożenie opony, bo czasu miałem mało...















Tym razem Mastersi I i II  wystartowali przed juniorem młodszym ale wraz z juniorkami, z którymi nie było łatwo.
Dzięki rozciętej oponie nie przejechałem całej trasy...Nie wiedziałem co mnie do końca czeka...
fot. Krzysztof Kołowicz www.kolowicz.wordpress.com

Start...Pierwsza część rundy rozbiegowej należała do mnie, ale na tym się moje prowadzenie stawki skończyło. Na pierwszym podjeździe Zdzisław wysunął się przede mnie. Śliskie płyty w parku były bardzo zdradliwe, więc pojechałem w miarę delikatnie...Pierwsze starcie w lesie i pierwsze butowanie...Organizatorzy przygotowali małą niespodziankę: zawijas w okół drzewa i następnie zjazd po schodach...i znów podjazd w kierunku już kultowej ścianki...Trasa praktycznie cała była pokryta lepkim błotkiem, ale powiem szczerze, że tylna opona dawała radę...Tuż przed ścianką wyprzedziłem Zdzisława, który jak na razie był jedynym oponentem, z którym mogłem nawiązać walkę...Część trasy byla mi znajoma, zarówno z Górali jak i z końcówki Skandii....Jednak były też zjazdy, na których schodziłem i tu właśnie Zdzisiu mnie wyprzedził, ale starałem się nie odpuszczać i przy końcu pierwszej rundy razem wjechaliśmy na deptak. Na następnej rundzie znów Zdzisław wyprzedził mnie w tym samym miejscu, ale ja znów zaatakowałem przed ścianką i objąłem prowadzenie. Po chwili samotnie walczyłem z trasą, która pomimo, że ostro dawała w kość przez zalegające i rozjeżdżone już błoto to dawała wiele frajdy.I właśnie tak powinno wyglądać kolarstwo górskie, nawet dla amatorów. Na początku ostatniej rundy doszedłem juniorkę, która widocznie osłabła. Praktycznie całą rundę się cięliśmy, a przy końcówce dogoniłem na zjeździe jeszcze jednego zawodnika, który też widocznie miał dość. Noga zapodawała i postarałem się zgubić juniorkę i udało mi się to. Bezpiecznie wjechałem na mete zajmując 6.miejsce w kategorii Masters I w czasie 1:07:57, pokonując 10,8 km. Dane z licznika mówią same za siebie. Rower i ja zatarty..., ale za trzy tygodnie kolejne edycja Górali w Czarnym Borze...Muszę tam być...!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz