środa, 29 lipca 2015

Łysogórki # 3

Jeśli ktoś by mi powiedział na ostatniej edycji Łysogórek, że za miesiąc wystartuje to bym nie uwierzył. A jednak! Udało się chociaż do końca nie byłem pewien czy to dobry pomysł.
W poniedziałek 20 lipca pozbyłem się gipsu i od razu tego samego dnia wsiadłem na rower. Było ciężko, ręka która była unieruchomiona  przez trzy tygodnie za bardzo się nie chciała ruszać, ale powoli,  małymi kroczkami z godziny na godzinę było lepiej. Po godzinnej jeździe na szosie byłem wykończony, nie treningiem, a pozycją, która powodowała ręka. Ale na drugi dzień było już lepiej. Także w ciągu sześciu dni moja ręką wg. mnie uzyskała 90% sprawności. Stwierdziłem, że trasa na Łysej głównie jest trudna pod górę, a w dół nie ma szaleństw więc postanowiłem zapisać się na wyścig, bo w sumie i tak miałem jechać wraz z synem więc nie było się nad czym zastanawiać.

 Pogoda początkowo była średnia, ale tuż przed startem dzieci się rozpogodziło. Ruszyłem z drugiego rzędu i po prostu trzymalem swoje tempo. Pod górę było jak na taki okres przerwy całkiem dobrze. Ostatni podjazd po stoku zrobilem  w najlepszym czasie. Cieszę się, że tak szybko udało mi się uporać z kontuzją, co prawda coś tam jeszcze czuję, ale tragedii nie ma. Także mając już kolejne doświadczenie ze złamaniem (przezstawowe złamanie kości promieniowej), uważam, że jeśli uraz nie sprawia Ci dość mocnego bólu i nie powoduje pogorszenia się stanu kontuzji trzba jak najszybciej wsiadać na rower i powoli wracać do swojego rytmu treningowego, co obecnie czynię,
Wyścig ukończyłem na 3. miejscu w kategorii, a mój Igor 5. Świetny dzień spędzony z rodziną i przyjaciółmi, bo w drodze powrotnej trochę jeszcze pozwiedzaliśmy!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz