poniedziałek, 21 czerwca 2010

Heavy 24h MTB Race, Chemnitz

W ostatni weekend wystartowałem w Heavy 24h MTB Race w Chemnitz w Niemczech. Był to długo oczekiwany wyścig, ponieważ było to nowe doświadczenie. Wyścigi 24- godzinne są coraz bardziej popularne na zachodzie Europy. Można startować solo, w parze lub w drużynie 4 lub 8 osobowej. My jako debiutujący na takiej imprezie wystawiliśmy ośmioosobowy skład: Kiełbik, Tomek No Hands, Tedzik, Tofik, Barthez, Bartuch, Żółty oraz Kris czyli ja no i P.a.w.e.l, który był naszą obsługą w wolnych chwilach...

W Chemnitz zameldowaliśmy się na miejscu o 9:00, gdzie organizator od razu nas rozpoznał i po angielsku dowiedzieliśmy się wszystkiego na temat zasad rozgrywania wyścigu. Po odebraniu numerków, chipów, koszulek, transpordera rozbiliśmy swoje obozowisko w którym mieliśmy wszystko: począwszy od oraz scyzoryka przez wszelkiego rodzaju koksy na trenażerze kończąc. Później zapoznaliśmy się z 8,8 km rundą, która wbrew pozorom nie była zbyt łatwa. Początkowe kilometry były bardzo szybkie - szuterek lekko z górki i pod górkę następnie przechodząc w techniczne single. Na jednej rundzie było 150 m przewyższenia.

Formuła wyścigu polegała na tym kto lub która z drużyn przejedzie jak największą liczbę okrążeń w ciągu 24 godzin.

Start zaplanowany był na 12:00. Na pierwszy ogień poszedł Kiełbik. Od pierwszej rundy wypracował 5. miejsce, które utrzymał na następnym okrążeniu. Następnie jechał: Żółty, potem Bartuch, Tofik, a następnie ja, potem Tedzik, Barthez i zmianę zakończył Tomek No Hands. Mieliśmy opracowany system wczesnego powiadamiania przez radio. Każdy był odpowiednio powiadomiony przez radio kiedy ma się stawić w strefie zmian,

Na pierwszej z rund jechało mi się w miarę, szczerze mówiąc ujechałem się, wykręcając 27,5 km/h średnią. A single były wprost cudne...Pomimo sporej liczby uczestników można było śmiało wyprzedzać. I tak szło wszystko fajnie do momentu gdy Tedzik na którejś z początkowych rund zerwał łańcuch, a następnie Damian Reczuch aka Tofik urwał hak i przerzutkę w wyniku czego łącznie straciliśmy ponad 11 minut spadając na 9.pozycję.

Na całe szczęście Bartuchowi udało się wtargować u niemca hak do Tofikowego No Shita za jedyne cejn ewro! Po szybkim serwisie zawodnicy mogli kontynuować jazdę. Z okrążenia na okrążenia odrabialiśmy straty, jednak przeciwnicy byli czujni. W nocy każdy z zawodników jechał dwie rundy pod rząd by inni mogli się przespać, jednak tak naprawdę nie było mowy o jakimkolwiek śnie...Ja tak jak przeczuwałem trafiłem na moment gdy zapadał zmrok. Nie lubie tego momentu, ale jakoś sobie poradziłem. Natomiast na nocnej zmianie każdy walił 2 okrążenia. Ciekawe jest, że większość z nas mogła podziwiać piękną nocą panoramę oświetlonego Chemnitz dopiero na 2 kółku...Od godzin rannych walka o pozycję przyjęła poważny charakter, ponieważ drużyna weszła na 7. pozycję a do następnej traciła ok., 13 minut. Także wszyscy zawodnicy dawali z siebie wszystko, a ostatnie zmiany były tak szybkie jak w sobotnie popołudnie. Ostatnią rundę jechałem w sobotę ok. godz. 11:00, dobrze się rozgrzałem na rolce, dobrze nasmarowałem nogi i pełen mocy i wiary w zwycięstwo pomknąłem na ostatnią swoją zmianę. Wykręciłem 18:33, co dało 3 czas z moich najlepszych. Szczerze mówiąc, gdybym jechał na wynik indywidualny nie dał bym z siebie tyle co dla drużyny...Pełne zaangażowanie wszystkich zawodników doprowadziła drużynę Alfa Wil na 6. pozycję, a piąte miejsce było naprawdę blisko, bo do drużyny poprzedzającej zabrakło jedyne 29 sekund!!! Kiełbik pokazał lwi pazur- tak się zapędził, że aż trzasnął 15 rund. Ja, Tedzik, Bartuch i Żółty po 9, a Tofik, Tomek i Barthez po 8. Jednym słowem nie da się tego słowami opisać. Trzeba tam po prostu być i przeżyć. Jednym słowem- świetna zabawa, dobra integracja drużyny i mam nadzieję, że zawitamy tam za rok.

Wyścig w liczbach: łącznie przejechaliśmy prawie 700 km i wdrapaliśmy się na 11250m npm.





Heavy 24 h MTB race Chemnitz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz