środa, 15 czerwca 2022

Przepis na udany start: mocno wystartować, utrzymać tempo i mocno zafiniszować

 

fot. Marián Maštrla
Drugi start w tym sezonie zaliczam na kolejnej edycji Peklo Severu #3: Okruhy pod Jehlou.  Sześć lat temu zakochałem się po prostu w tej trasie w Czeskiej Kamienicy. Jest taka w sam raz. Nie za trudna nie za łatwa, ale potrafi zaskoczyć, ma w sobie to coś...Organizacja również. Dla mnie to już znajome twarze oraz niepowtarzalna możliwość ścigania się w międzynarodowej obsadzie, ponieważ wyścig poza Czechami również odwiedzają Niemcy, a wszystko to powoduje, że poziom rywalizacji jest wysoki.

Pierwszy wyścig tego sezonu w moim wydaniu nie do końca poszedł tak jak oczekiwałem, a tu zagrało wszystko zgodnie z zasadą: mocno wystartować, utrzymać tempo i mocno zafiniszować. Kiedyś przeczytałem właśnie taki przepis na udany start. 

fot. Marián Maštrla

A propos udanego startu. Kiedy można uznać swój start za udany? Z punktu widzenia kibica na wall of fame ląduje pierwsza trójka, a co z pozostałymi zawodnikami? W Pucharze  Świata w walce o podium może brać udział 5-6 zawodników na chwilę obecną, a reszta walczy o życiówkę, o jakiś założony cel. Podobnie jest w moim wydaniu. Znam swój poziom i wiem na co mnie stać i nie zawyżam swoich oczekiwań, bo celowanie w podium jest poza moim zasięgiem. Zakładanie realnych celów jest wg. mnie bardziej efektywne. Z założenia satysfakcjonuje mnie na chwilę obecną top 10. I tak też było. Po mocnym starcie udało mi się utrzymać tempo przez kolejne 4 rundy, a ostatnie okrążenie było drugie pod względem czasu w jakim je pokonałem. Walka na trasie była wyrównana, bez jakiś większych błędów, ponieważ czasami nic nie idzie. Sprzęt nie chce działać, nogi nie kręcą, a głowa mówi jedź do domu. W sobotę wszystko grało i dlatego też jestem z siebie bardzo zadowolony. Również mogę być z siebie dumny  ponieważ jeden z moich internetowych znajomych Dariusz Bike, który tak na prawdę od roku się ściga i dzięki mojej indoktrynacji  #bądźupartyjedźcrosscountry po raz pierwszy spróbował swoich sił w tej odmianie kolarstwa górskiego i nawet nie zginął:) Przy okazji muszę pogratulować Mike Schiller, mojemu przyjacielowi, który po raz pierwszy stanął trzecim stopniu podium w tym cyklu. Z mojej strony wielki szacun!
fot. Marián Maštrla


Teraz będę miał dłuższą przerwę od ścigania, którą wykorzystam na szlifowanie formy na kolejne dwa wyścigi, które odbędą się również w Czechach! Ciao!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz