środa, 10 sierpnia 2011

MTB Wilcza- Czerwieńsk-07.08.2011

start
Kolejny wyścig z cyklu Grand Prix MTB Lubuskiego, po raz pierwszy zawitał do Czerwieńska. Na wyścig wybrało się jak zwykle paru zawodników i ex zawodników z teamu. Pierwsze doniesienia z trasy mówiły o morzu piachu...I tak też było, z tą różnicą, że trasa nie była całkowicie płaska.
Start i meta usytuowane były przy hali sportowej LUBUSZANKA. Po około 200 metrach czekał na nas jeden z trzech podjazdów na trasie. Z tym, że ten podjazd był mocno piaszczysty:

podbieg, tuż po starcie
 Tuż za tym podjazdem znajdował się w sumie jedyny zjazd, oczywiście też piaszczysty:)




Zaraz po starcie ulokowałem się w pierwszym korku i trzeba było ostro dać z buta. Powiem szczerze, że start był słaby w moim wykonaniu, a za sprawą jakiegoś zawodnika obok, który mnie zblokował tuz po strzale startera. No ale po chwili odrobiłem troszku by stanąć we wspomnianym wcześniej korku na podbiegu. Podbieg nie nalezy do moich mocnych stron więc trochę straciłem, ale jednocześnie byłem po chwili za główną grupą. Praktycznie zamykałem stawkę szybszych zawodników. Po chwili doszli mnie starzy znajomi oponenci; Adam i  Mariusz z Rant Teamu, z którymi ostro walczyłem w Łagowie. Z główą grupą trzymałem się do pierwszego sztywnego podjazdu, i....odjechali. Zbyt dużo siły straciłem by ich dogonić i nie wytrzymałem. Ale zostałem z moimi "chłopakami" z M3. Jechaliśmy w trójkę od tego momentu.
praktycznie jedyny zjazd na trasie:)





super trio z M3

Na drugiej rundzie udało mi się wjechać pierwszy piaszczysty podjazd, gdzie mocno dopingowała mnie moja rodzinka, tam starałem się wychodzić na prowadzenie, chociaż nie było to łatwe. Trasa była niby płaska, ale bardzo męcząca. Płaskie odcinki poprzerywane licznymi wstawkami piachu mocno utrudniały jazdę.
dekoracja
tuż po finiszu
Wydaje mi się, że nie byłem w super dyspozycji, aczkolwiek nie było najgorzej. Jechałem w naszej grupie na drugiej lub trzeciej pozycji. Przyznam się, że zbytnio nie dawałem zmian, ponieważ, jakoś nie czułem się, aż tak mocny. Na ostatnim okrążeniu na jednym ze sztywnych podjazdów miałem plan zaatakować i wyjść na prowadzenie, ponieważ chłopaki tam schodzili a ja wjeżdżałem. Niestety, podjazd był zbyt stromy i za krótki by zyskać większą przewagę. I w sumie nic nie zyskałem. Adam wbiegł przede mną, ja byłem drugi a Mariusz trzeci. Adam pocisnął mocniej, ja przytrzymałem mu koło, a Mariusz został odrobinę za nami. Niestety tym razem Adam okazał się mocniejszy... Nie dałem rady zaatakować. Ale ogólnie wyścig mogę zaliczyć do udanych. Zająłem tradycyjne już chyba dla mnie 6. miejsce w kategrii M3!

mc shit:)
Po rozdaniu dekoracji udaliśmy się wraz z ekipą do Mc Donalda, gdzie jak zawsze było wesoło:)

W sumie przed tym wyścigiem na rowerze byłem trzy razy, a treningi te poprzedzała 10 dniowa przerwa urlopowa. Jeśli pogoda będzie dopisywała będę się starał jeszcze mocno potrenować na jakby drugą część sezonu, bo w planach mam jeszcze ze 2-3 starty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz