środa, 21 września 2011

Steinitzer Mountainbike Cup 2011- 17.09.2011

Sobotnie popołudnie...Tak! Po południu wybraliśmy się Tedzikiem i oczywiście z moją familiadą na wyścig Steinitzer Mountainbike Cup 2011 do naszych zachodnich sąsiadów. O wyścigu tym opowiadał mi Zbyszek z Gubina i oczywiście dostałem zaproszenie na skrzynkę klubową.


Zaskoczeni startem, ja i Tedzik gdzieś tam w tyle!

Godzina wyścigu jak najbardziej mi pasowała ponieważ pracowałem do 14:00. Punkt 14:00 zjawiła się moja żona z Tedzikiem i wrzuciłem tylko rower na dach i pomknęliśmy w stronę Cottbus. Chwilę po 15-ej byliśmy już na miejscu. Okazało się, że organizatorem wyścigu jest Thomas ze Sprembergu z którym kiedyś miałem przyjemność jeździć w żarskim Zielonym Lesie....
Przebraliśmy się i od razu dokonaliśmy rekonesansu trasy wyścigu. początkowe metry prowadziły po asfalcie, dość szybko się je pokonywało z kilkoma zakrętami, by następnie wjechać na lekki szuterek, który po ostrym skręcie w lewo zamieniał się w ciekawy singiel, który piął się lekko pod górkę. Po singlu następowal szerszy kawałek, gdzie już zaczynało się sztywniej. A po skręcie w prawo było już na prawdę sztywno. Po tym podjeździe trasa lekko się wypłaszczała by później za ostrym zakrętem przejść w podjazd po polance, na szczycie której znajdowało się drzewo gdzie zrobiliśmy nawrót w dół. No i z górki, następnie w lewo
po trawersie i szybkim, dość krętym zdjazdem do polany, gdzie już było blisko mety. Ale zanim dojeżdżało się do mety należało pokonać pomost który był zbudowany na potrzeby wyścigu, ponieważ trasa przebiegała przez mały mur:)
Runda była bardzo krótka, bo tylko 2 km. Jednak było tu wszystko co potrzebne jest do wyścigu:
odcinek płaski, pod górę i z góry. Zdawałem sobie sprawę, że łatwo nie będzie.
Po objeździe zrobiliśmy małą rozgrzewkę pod górę na asfalcie, który prowadził do kopalni odkrywkowej.Widok był niesamowity, iście księżycowy:).Po chwili wróciliśmy w okolice startu i zauważaliśmy, że nasi konkurenci stoją już na linii startu.
Start planowany był na 16:30. Dochodziła 16:00, a my próbowaliśmy się od Pani Frau dowiedzieć się o której startujemy, czy start jest wspólny, czy w osobnych kategoriach..Jednak Pani Frau nie wysilała się zbytnio, czas coś gadać tak abymśmy nie mogli jej zrozumieć, takie odniosłem wrażenie. Nagle ktoś krzyknął SZTART i zaskoczony podobnie jak Tedzik uruchomiłem tylko pulsometr i rzuciłem się w wir walki na trasie, która przebiegała nastepująco.:

Tak jak wcześniej pisałem, pierwsze metry prowadziły po asfalcie, który był bardzo szybki.
Błyskawicznie udało mi się rozpędzic do ok 50 km/h w grupie. Nawet przez chwilę byłem przed Tedzikiem, ale po wjeździe do lasu Tadziu przejął inicjatywę.
Jechaliśmy za Mikiem, trzymając się w mocnej grupce. Na pierwym z podjazdów było ciasno.
Każdy walczył o jak najlepszą pozycję przed zjazdem.
Na pierwszym kółku Majk i Tedzik byli w moim zasięgu non stop. Cieszyło mnie to, bo czułem, że mnie przytkało nieźle, bo pierwszą rundę zrobiliśmy poniżej 5 minut! Tempo było na prawdę mocne. Obawiałem się, że jak na 50 minut jazdy + 1 okrążenie mogę nie wytrzymać tej gonitwy.
Jednak po pierwszym okrążeniu i wjechaniu znów w lasek na singla Majk zaczął zwalniać na podjeździe, więc Tedzik od razu go wyprzedził, a ja nie tracąc chwili zrobiłem to samo. Zaraz za mną znalazł się dość wysoki zawodnik, z którym rozpoczałem 3 okrążenie. Na płaskim odcinku gość mnie wyprzedził, starałem się utrzymać mu koło, ale odjechał. Z nim dołączyło za mną dwóch zawodników.

Kolejny zawodnik (dość wysoki) próbował atakować, jednak jego tempo pog górkę mi odpowiadało. Nie męczyłem się. Tedzik już mi lekko odjechał, nie było już szans by go dogonić. Na podjeździe gdzie był nawrót trochę traciłem do Tedzia trochę. Trzymałem swoje tempo, by nie zajechać się przed następnymi podjazdami. Moja taktyka była taka: jechać już swoje, nie puścić tych zawodników, którzy byli ze mną, najprawdopodobniej z mojej kategorii. Na podjeździe z nawrotem lekko przyspieszyłem na stojąco by zobaczyć czy konkurenci mają coś pod nogą by kontratakować...Jednak nie mięli. Na płaskim jak zwykle mnie doganiali, a pod górę im uciekałem. Na szóstym okrążeniu dostałem już dubla od kolesi którzy w ogóle nie sapali!!!! Myślałem, że z ściągną nas z trasy. Ale jednak nie:)

Na kolejnym okrążeniu usłyszałem już dzwonek, to był znak, że to ostatnie okrążenie. Trochę byłem zdziwiony ponieważ wg. rozpiski wynikało, że 50 min. jazdy + jedno okrążenie, a na liczniku miałem raptem 40 minut jazdy, więc spodziewałem się jeszcze co najmniej 2 okrążeń. Nie ukrywam, że organizatorzy wkurzyli mnie tym, ponieważ wiedząc wcześniej o tym inaczej był rozkładał siły.Gdy wjechałem na ostatnią rundę ruszyłem na maxa. Przed sobą miałem jednego zawodnika, który najwyraźniej opadał z sił. Po dojechaniu na singiel wyprzedając go upewniłem się czy to ostatnia runda. Konkurent potwierdził to, a goniąca mnie dwójka już zostawała w tyle. Ja już Tedzika nie miałem w zasięgu wzroku, ale parłem ostro pod górę. Po uzyskiwanych prędkościach i przełożeniu na podjeździe po prostu czułem MOC!!! Na wjeździe na ostatni podjazd do nawrotu dałem z siebie wszystko, a gdy już zjeżdżałem moi konkurenci dopiero wyszli z zakrętu na podjazd. Na singlu skupiłem się na tym by płynnie go przejechać i nie wylecieć z trasy. Pokonałem ostatni raz kładkę i wjechałem na mete. Spiker miał i tym razem problemy z wymówieniem mojego imienia i nazwiska.

Podsumowując zająlem 7. miejsce w kat. Masters I. Open nie wiem które, ale między mną a Tedzikiem był tylko jeden zawodnik, a Tedzik zajął w elicie na prawdę bardzo dobre 2. miejsce.
Pewne poprawki organizacyjne i można ten wyścig wpisać na stałe do kalendarza imprez, tym bardziej, że jest bardzo blisko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz