poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Ściganie czas zacząć- Górale na Start

Zjazd
Ściganie miałem zacząć w tym sezonie  w Prima Aprilis w MDC-XC w Bautzen, no ale nie wyszło więc pierwszy start planowałem dopiero w maju, w GRAND PRIX MTB Zielonej Góry. Ale po otrzymaniu e-maila na klubową skrzynkę przypomniałem sobie o wyścigach z serii "Górale na Start". Zawsze mówiłem i pisałem, że wyścigi z tego cyklu to nie przelewki. Mając na uwadze w pamięci starty w dwóch innych miejscówkach wiedziałem, że nie będzie łatwo. Zawody te mają charakter otwarty. Można startować z licencją i bez. Tutaj duży plus dla organizatorów. Kolejnym atutem jest to, że organizatorzy pomyśleli o najmłodszych. Dzieci mogą rywalizować nawet na rowerkach z bocznymi kółkami.  Mój syn IGOR startował już w Góralach w wieku 3 lat. Teraz po roku pauzy znów zawitał na linię startu w "góralach".

Na miejsce z rodzinką i ekipą dotarliśmy ok. 10:30. Szybko udałem się do biura zawodów by odebrać numerki dla mnie i Igora, który był bardzo podekscytowany swoim pierwszym startem w tym sezonie. Śmieszne wpisowe jak na obecne tendencje- 16 zł, dzieci za free. Szybko wróciłem na dół, gdyż auto było niżej zaparkowane, ponieważ dojazd do stadionu był zablokowany ze względu na przebiegając tam trasę. Przebrałem się, zjadłem coś i pojechałem na trasę by zapoznać się z rundą...Po rundzie oprowadził mnie miejscowy zawodnik, którego spotykałem na wcześniejszych edycjach Górali na Start. Było tak jak przypuszczałem...Ciężko. Zaraz po wyjeździe z rundy rozbiegowej ze stadionu wyjeżdżało się na singla z licznymi hopkami  i zjazdami. Ścieżka prowadziła do zjazdu który był jednym z tych które miały dwie opcje: łatwiejszą i trudniejszą. Wybierałem opcję: ŁATWY. Łatwy oczywiście w cudzysłowiu 
Trasa nie przypominał tych do których przyszło mi się już powoli przyzwyczajać na arenie Grand Prix Lubuskiego, gdy mój klub przestał organizować wyścigi. Cała runda była najeżona licznymi zjazdami, bardzo sztywnymi podjazdami. Momentami miałem więcej trudności z podjazdem niż ze zjazdem, których tak się obawiałem. Jednak zmiana mostka na krótszy oraz na szerszą kierownicę była dobrą decyzją. Udało mi się pokonać wszystkie zjazdy, momentami było gorąco, ale udało się wyjść ze szwanku. Cały czas miałem w głowie to, że własnie tu w Boguszowie Gorcach na Bike Maratonie przed pięcioma laty się połamałem...Ale jakoś specjalnie myśl ta mnie nie blokowała.
Po objechaniu rundy zdałem sobie sprawę, że nie będzie łatwo. O 12:15 Igor miał startować w kategorii: szkrabiątka chłopcy. Jego runda prowadziła wokół stadionu: wpierw po szlace, a następnie po trawie.
Igorek jeździ jeszcze na 4 kółkach, ale doświadczenie w wyścigach ma spore, bo był to już jego 6. wyścig:)
Igor na linii startu
Wpierw startowały starsze dzieci, a następnie Igor. Start miał bardzo dobry, jak nie najszybszy. Jednak kółka boczne dały znać o sobie po wjeździe na trudniejszy teren. Ale zgodnie z zaleceniami taty Igor cisnął do przodu jak tylko się dało. W swojej kategorii zajął 3. miejsce. Był bardzo zadowolony.
Podium
Następnie przyszła kolej na mój start. Jak nigdy ustawiła się spora grupa mastersów. Przed naszym startem jechała kategoria: Junior Młodszy, a następnie kobiety juniorki. My 4 minuty po nich. 
Powiem szczerze, że  runda rozbiegowa juz mnie zmęczyła. Podmokła murawa doskonale wyciągała siły. Starałem znaleźć swoje miejsce w peletonie, ale też nie za wszelką cenę rwać do przodu. Jeden z zawodników na pierwszym zjeździe wydawał się być zaskoczony, co spowodowało, że zszedł...Sprytnie go ominąłem i parłem dalej. Jechałem swoje. Trzymałem koło jednemu z zawodników i stwierdziłem, że dalej już nie przejdę i starałem się z nim jechać. Pierwsza rudna jakoś poszła. Po drodze kibicowała mi rodzinka...To na prawdę dużo daje...Drugą rundę postanowiłem jechać delikatniej, by na ostatniej- trzeciej mieć jeszcze z czego jechać. Niestety. Po przekroczeniu linii mety sędzia kazał mi się zatrzymać, powiedział mi tyle, że junior młodszy skończył więc my też...Cóż, czułem niedosyt. Zawodnik z mojej kategorii mnie nie zdublował, więc spokojnie mógłbym kontynuować wyścig. Mój czas przejazdy dwóch rund to: 40 minut, a w wynikach mam wpisane 1 h 1 min. Cóż sędzia ułatwił sobie pracę, albo i skrócił:) No ale cóż...Zawody dla licencji rządzą się innymi prawami. Myślę, że ta kwestia powinna być poprawiona przez organizatora.Zostałem sklasyfikowany na 9. miejscu w kat. Masters I.
Jednym słowem powiem, że jak dla mastersa amatora trasa w Boguszowie była ciężka, ale satysfakcjonująca. Śmiem twierdzić, iż to była chyba najcięższa trasa jaką jechałem. W sumie techniczne motywy podobne do tego co można spotkać w naszym lesie, ale nie z taką częstotliwością. 
Tuż po mnie startowała elita z licencja, junior, oraz elita bez licencji. Wśród nich jechali moi koledzy z Żar...Dali radę.
Jak się wszystko ułoży na pewno pojawię się w Szczawnie na drugiej edycji Górali, rezygnując z Zielonogórskiego Grand Prix MTB w płaskim Drzonkowie.

Więcej zdjęć w galerii[link]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz