sobota, 26 lipca 2014

Mistrzostwa Polski MTB 2014


zdjęcie: Matuesz Pihulak
Mistrzostwa Polski- potocznie w półświatku moich przyjaciół -"eMPe". Zawsze miały magiczny, nieosiągalny wymiar. Rok temu, gdy byłem w Żerkowie pomyślałem sobie, że przecież i ja mogę tam wystartować, co prawda w kategorii masters, ale na tej samej trasie co najlepsi. Głośno o tym nie mówiłem, by nie zapeszyć, z resztą mało kogo może interesować fakt czy Kris wystartuje w Mistrzostwach Polski czy nie.
Cały wyjazd miał charakter urlopowy- wraz z rodziną w piątkowy poranek wyruszyliśmy do Żerkowa. Ponad trzygodzinna jazda drogą krajową nr 12 nie należała do najprzyjemniejszych. Przyzwyczajony do wyjazdów na Dolny Śląsk czy Niemiec i podróży auostradami wycieczka krajówką trochę nas zmęczyła...

Chwilę po zalogowaniu się na stancji w MCT w Żerkowie udałem się na objazd trasy. Chciałem mieć już to za sobą, by na spokojnie udać się do Środy Wielkopolskiej na sprinty.
Całą trasę wg. mnie można podzielić na trzy części: 1. start- a następnie podjazd pod wieżę telewizyjną, 2. okolice "Szalonego Drwala", 3. operacja pustynna burza- czyli dojazd do wieży telewizyjnej i zjazd po "Kamiennej Rzezi". Cała runda cięgnęła się w nieskończoność. Jechałem spokojnie, ale nie wolno. Objazd trasy zajął mi blisko 45 minut. Była też powtórka pewnych elementów, ale i tak wszystkiego nie wyjechałem. Jednym słowem lekko się uspokoiłem, bo stwierdziłem, że jak nie będę dawał rady to zejdę, ponieważ po "koszul" Mistrza Polski i tak nie jadę!
W Środzie Wielkopolskiej znaleźliśmy się po 16- ej, gdzie cały rynek był już zataśmowany i przygotowany na przyjęcie wieczornych sprinterów. Wcześniej jednak swoją rywalizację miały rozpocząć dzieci w wieku- 3-5, 6-8, 9-10, 11-12.

Start dzieci trochę się opóźniał, a sędziowie cały czas debatowali jak sprawnie przeprowadzić rywalizację najmłodszych. Szkoda, że takie kwestie nie są omawiane przed organizacją wyscigu tylko praktycznie w trakcie jego trwania.
W końcu zebrane dzieciaczki ruszyły  w odstępie 15 sekund na rundę kwalifikacyjną, która prowadziła okrojoną rundą dla dorosłych. Prowadzący spiker Piotr Kurek ni jak mi pasował do tej imprezy poganiając nerwowo dzieci. Pewnie niektóre z nich brały po raz pierwszy udział w takiej formie rywalizacji. Jak dla mnie- żółta kartka dla Kurka, jest po prostu słabym animatorem:)

Do dalszej rywalizacji przeszło po 16-ro dzieci z kategorii. Igor doskonale czuł się na rundzie. Maksymalne przyspieszenie, a następnie wyhamowanie na zakręcie, by następnie pod górkę lekkim łukiem dociągnąc do mety nie sprawiało mu problemu. Takim sposobem przeszedł do finału:) Po zaciętej rywalizacji zajął 3 miejsce!!!
Podsumowując sprinty w wykonaniu dzieci to bardzo dobry sposób na przeprowadzenie wyścigu dla najmłodszych. Przy dużej ilości kolarskiego narybku obywa się bez kraks czy korków na trasie jakie miały już miejsce następnego dnia w Żerkowie, ale o tm poźniej.

Po ogólnej dekoracji dzieci na trasę ruszyli amatorzy. Za dużo ich nie było, ale coś się tam działo. Chłopaki nawet nieźle sobie radzili z trasą, która miała sztuczne przeszkody w postaci palet czy pumptracka w wersji duble. Nietsety na jednym z nich pani- amatorka najechała zbyt szybko i zaliczyła facepalm'a...To musiało boleć!

Po tym przyszedł czas na walkę o medale. Wpierw jazda kwalifikacyjna, a w niej sporo znajomych zawodników: Matuesz Pihulak, Łukasz Pihulak, Krzysztof Baran, Olaf Małek, Mateusz Kaciłowicz. Nie będę rozpisywał się jak przebiegały jazdy w poszczególnych biegach, ale nasz Mati doszedł do małego finału i ostatecznie na Mistrzostwach Polski XCE zajął 5. miejsce!!!!!!  Ogólnie rzecz biorąc sprinty są bardzo emocjonujące, ale jednocześnie niebezpieczne! Po zmroku wróciliśmy do Żerkowa na stancję...

.
Rano udałem się w okolice startu by odebrać nr startowy na mój popołudniowy wyścig, zapisałem Igora na jego wyścig, a potem potrenowałem zjazd po odcinku nazwanym przez organizatorów w folderze MP-  "Kamienną Rzezią". 
Ok. 12 pojawiliśmy się z Igorem na terenie pod wierzą telewizyjna. Po 12 miał start. Niestety wszystko się opóźniało, a sędziowie ponownie mięli problem - co z tym fantem zrobić. Trasa podobnie jak rok temu ułożona, tak jakby nie było innych możliwości....Wciśnięta pomiędzy trasę dla dorosłych. Pomimo moich i nie tylko moich próśb do pana wytyczającego trasę, by na zakręcie zrobić ją szerszą- trasa pozostała w newralgicznym punkcie wąska. Dzieci było sporo, ale i tak orgowie zrobili postęp dzieląc je... i dając dzieciom dwie rundy do przejazdu, a nie jedną jak była w planach. Igor wystarował z pierwszego rzędu. 
Niestety na pierwszym, ciasnym zakręcie doszło do zczepienia i stracił sporo pozycji, ale udało mu się sporo odrobić, bo skończył wyścig na 5. pozycji.
Podsumowując uważam, że wyścigi dla dzieci robione są na siłę, sędziowie w ogóle tego nie ogarniają. Na chwilę przed startem uzgadniają ilość okrążeń, podział kategorii. Takie rzeczy powinny być wiadome dużo, dużo wcześniej. Oczywiście tłumaczą się tym, że goni ich czas i zaraz startują starsze kategorie. Moim zdaniem tak nie powinno być!
Gdy emocje już opadły po wyścigu dzieci udałem się na spoczynek wraz  z obiadem. Godzina startu mojej kategorii zbliżała się coraz szybciej, a ja nie czułem się jakoś poddenerwowany. Na liście startowej 17 śmiałków w wieku 30-39 lat którzy postanowili się zmierzyć o tytuł Mistrza Polski w kat. Masters I . Ja bardziej chciałem zmierzyć się z trasą....Opinie o niej były i są różne, na mój gust przekombinowana, szczególnie ostatnia jej część, zrobiona jakby na siłę. Na odprawie technicznej poinformowano nas, że będą trzy rundy do pokonania, jednak tuż przed startem sędzia główny zmienił zdanie. Żeby nie było za łatwo wyznaczono 4 okrążenia. Dobrze wiedziałem, że nie pokonam takiej ilości rund,  ponieważ przeciwnicy byli zbyt mocni, bym uchronił się przed dublem czy limitem czasowym, ale wcale mnie to nie martwiło. Na starcie towarzyszł mi, mój przyjaciel Adaś, którego blisko 10 lat temu wciągnąłem w ten sport. Podobnie jak ja był nowicjuszem na zawodach tej rangi, dlatego też było mi raźniej.

Chwilę po 17-ej ruszyliśmy. Tłoku na starcie nie było, więc obrałem swoj tor jazdy. Na początek oragnizatorzy poczęstowali nas asfaltowym podjazdem, potem następował nawrót dość szeroką szutrówką, by po chwili skręcić na pierwszy, dość ciekawy odcinek singli. Tuż po starcie byłem przedostatni, a Adaś za mną, natomiast cała reszta chartów przede mną. Na singlach chłopaki się zakleszczyli i znów ich dogoniłem, ale nie szarpałem. Jechałem swoje. Jedyny cel jaki mi przyświecał tego dnia to ukończenie tego wyścigu i nie poddanie się. Dlaczego miałem się poddać? Otóż panował straszny upał, pomimo, dość późnej godziny startu wysoka temperatura nie odpuszczała. Większość elementów pokonywałem z przyjemnością. Legendarny "Szalony Drwal" był już przerobiony, ale nawet nie próbowałem go zjeżdżać. Pierwszą rundę pokonałem w czasie 26 minut. Po drugim podjeździe na wieżę telewizyjną wiedziałem, że już mam powoli dosyć. Pewne elementy trasy, które wcześniej udało mi się pokonać musiałem butować. Piach, w szczególności w ostatniej części trasy nie był naszym sprzymierzeńcem, wtedy wiedziałem już, że druga runda będzie moją ostatnią ze względu na limit czasowy. Pomimo. że jechałem bardzo równo, bez szarpania, to upał dosłownie odciął mnie. Nogi nie były wstanie ukręcić nic więcej, po prostu były betonem. W pewnym momencie pani sędzina podała mi moją pozycje w wyścigu - 11. To dodało mi trochę otuchy, że jednek wytrzymałem. Niestety, druga rundę pojechałem 6 minut dłużej...zostalem zdjęty, ponieważ nie zmieścilem się w limicie czasowym. Ukończyłem wyścig na 10. pozycji na 11. zawodników, którzy dojechali do mety, niemniej jednak jestem z siebie dumny i zadowolony, że podołałem trudom trasy. Jak sie okazało dzień póżniej gdy startowała elita kobiet i mężczyzn upał zebrał duże żniwo DNF. Myślę, że pod tym względem były to specyficzne mistrzostwa... Ale od siebie dodam, że w dniu wyścigu elity kobiet i panów ponownie ilość kibiców aktywnie dopingujących zawodników jak na lekarstwo.
Ja jak zawsze miałem wsparcie rodziny... Po prostu fajnie mam!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz