sobota, 7 sierpnia 2004

BIKE MARATON Świeradów Zdrój

Świeradów był dla mnie drugim maratonem w moim życiu. I zaczynając od początku, czyli rutyna. Spotkanie pod blokiem Krisa przed godzina 7.00 załadunek sprzętu na dach auta i sam długo oczekiwany wyjazd. I tak składem Ja (Szeker) , Kris i Juras ruszyliśmy. Na miejscu byliśmy ok godziny 9.00. Szybki rozładunek i po chwili jesteśmy już przy "biurze rejestracji" gdzie odebraliśmy paczki. Wraz z paczkami pierwsze zawiedzenie, reklamówka Powerade, a w środku brak Powerida. Na szczęście skarpetki załagodziły moja bulwersację. Wróciliśmy na parking i za dosłownie parę chwil podjechała reszta ekipy w składzie Daras i Karol. I jak to wypada przed startem przydałoby się trochę rozruszać i rozgrzać wiec postanowiliśmy z Krisem zrobić rundę i wstępnie zapoznać się z początkiem trasy. Krzysiek już był na maratonie w Świeradowie wiec miał dość dobra znajomość całej trasy. Po rozgrzewce przejazd przez bramkę aby odbić chipa i ustawienie się na stracie. Udało się stanąć w czubie stawki z czego byliśmy zadowoleni. I tak czekanie przez godzinę na start było dość nużące. Słońce waliło asfalt dosłownie się topił a my czekamy. W końcu z drobnym opóźnieniem wystartowaliśmy. Moje założenie na ten maraton było takie aby jechać cały czas z Krisem. I tak od samego początku twardo trzymałem koło żeby się nie zgubić. Pierwszy podjazd i zaczęło mnie trochę przytykać ale się nie poddałem i twardo jechałem. Tak do pierwszego zjazdu jechaliśmy razem potem Krzysiek mi odjechał i musiałem go dogonić . Na szczęście zaczął się asfalt wiec mogłem trochę przycisnąć i tak po chwili znów razem łykaliśmy ludzi . Trasa odpowiadała mi w 100% nie była techniczna były długie podjazdy ale i na zjazdach można było dość dobrze odpocząć. Czasem można było zaobserwować, że ten maraton miał charakter dosłownie szosowy. Mijające nas grupki czasem nawet 10 osobowe szły jak pociąg.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz