niedziela, 1 sierpnia 2004

Mistrzostwa Europy XC Wałbrzych


To pierwsze moje zawody cross country z punktu widzenia kibica. Powiem tak- nikt mi nie powie, że oglądanie krążących zawodników na pętli jest nudne! To co nieraz czytam w gazetach, że niby XC przechodzi do lamusa, a teksty typu:" XC to cioty" wyprowadzają    mnie z równowagi...

Ale nie o tym chce pisać. Chce pisać o tym, że to co przeżyłem w Książu oglądając te wszystkie sławy spowodowało, że sam chciałem wskoczyć na rower i jechać z nimi...



Na starcie mogłem zobaczyć wszystkie te sławy MTB, które dotychczas oglądałem tylko na Eurosporcie, bądź w fachowej prasie. Tuż przed startem staliśmy przy barierkach a koło nas stanęła sobie Paola Pezzo i poprawiała bucika. Nieźle się zdziwiłem, ale na tym się nie skończyło. Na asfalcie prowadzącym do Zamku Książ rozgrzewały się oprócz naszych dziewczyn  z Lotto takie sławy jak: Gunn Rita Dahle, Irina Kalentjeva, Sabine Spitz, Marga Fullana. I po chwili wszystkie laski zostały wyczytane i strzał startera i najlepsze kobiety europy zaczęły dzielnie walczyć o tytuł najlepszej  KOBIETY  W XC w Europie. 


Trasa była tak wspaniale ułożona, że od samych początkowych metrów wyścigu można było obserwować walkę zawodniczek. Na pierwszych metrach Anna Szafraniec prowadziła. I po przejeździe czołówki szybko wraz z całą masą kibiców udaliśmy się na najbliższy podjazd, ale niestety Ania już nie prowadziła. Po chwili byliśmy już na zjeździe, który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Stromy jak.... Telewizja i aparaty wypłaszczają:)) Pierwsza na zjeździe pokazała się Rita, a po jakiś 2 min. dwie Niemki i Maja! Kibice wraz z nami oszaleli....Po chwili zeszliśmy nieco niżej by zobaczyć kobiety na podjeździe, który był dość długi... I tu można było przyjżeć się wszystkim zawodniczką z bliska. To co mnie uderzyło w oglądając prowadząca norweszkę Gunn Ritę, że to jak jechała jakby w ogóle nie sprawiało jej trudności i wysiłku. Jakieś 2 minuty za nią podążały dwie niemki- Sabine Spitz (obecna Mistrzyni Świata) i Ivonne Kraft, a za nimi nasza Majeczka... Którą tak dopingowaliśmy, że po chwili była już na 2 pozycji. I tak do końca wyścigu na czołowych miejscach nic się nie zmieniło. Rita po raz kolejny została NR 1, Maja  druga i Sabine Spitz 3! Nasze dwie pozostałe zawodniczki, również pięknie pojechały i uplasowały się na 7 i 8 pozycji!



Na koniec jedna refleksja. Reprezentantka Turcji przykuła moją uwagę. Wśród tych wszystkich pro zawodniczek wyglądała jak czwarta setka Bike Maratonu. A jej rower to prawie komunia bike. Osprzęt Acera! Żal mi się jej zrobiło, gdy na najniebezpieczniejszym zjeździe zaliczyła glebę i niestety po drugim kółku się wycofała.

12:15. Start ogrów zapowiadał się niemniej ciekawie. Tuż po wyczytaniu listy startowej zaczęło lać! Początkowe metry wyścigu po trawie były emocjonujące! Pierwsi atakowali podjazd  z blatu! Koksiarz!
Od samego początku prowadził  Jose Antonio Hermida z Hiszpani. 

Jeden  z naszych zawodników Marcin Karczyński był w czubie. Niestety na pierwszym dłuższym zjeździe złapał gumę i troszkę stracił. Nie będę pisał kto na której pozycji jechał na danym okrązeniu, bo to nie ma sensu. Bo dokałdnie tego nie pamietam. Hiszpan Jose szedł jak przecinak, a za nim Lado Fumic. 

To co mnie użekło w kibicowaniu to to, że byłem centymetry obok wielkich tego sportu. Myślałem, że oni są po prostu niedostępni. A jednak. Lado Fumic bardzo fajnie zareagował na nasz doping! Martinez jak zawsze przy wjeździe na metę czyścił się z brudu i poprawiał koszulkę. Nasi czołowi zawodnicy niestety się nie popisali.... Ale na pewno dali z siebie wszystko. Przy dekoracji kobiet miło było popatrzeń na naszą gwaizdę MTB - Majkę. Szkoda tylko, że  w Polsce tylko liczy się football i Małysz. Ale ja to olewam i zawsze bedę weirnym kibicem kolarstwa. Dekoracja mężczyzn była śmieszna. Lado & Jose mieli humor. Myślę, że trasa im się podobała.
A na koniec najważniejsze- udało nam sie zrobić zdjęcie z Ritą oraz Majką!!!!

 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz