poniedziałek, 17 maja 2010

Sulechów MTB 2010

Tradycyjnie w maju zaliczam wyścig w Sulechowie. Jak zawsze miło wracam na trasy tych okolic. Co prawda nie są to góry, ale jak ktoś chce to można się nieźle zaorac.

Tak też było i tym razem. Pogoda nie rozpieszcza nas i przy ok. 9’c punkt 11:00 wyruszyliśmy na trasę. Ustawiłem się w pierwszym rzędzie co ułatwiło mi jazdę na początku rywalizacji, ponieważ sulechowska trasa ma to do siebie, że z początku jest bardzo wąsko, a zalegające błoto utrudniało wręcz zbiorowy przejazd.

Start miałem bardzo dobry, rzekłbym , że nawet bardzo. Utrzymałem koło nawet grupie prowadzącej, gdzie na przedzie szedł jak przecinak jakby nie było nasz nowy lider klubu- Arek Kiełbasa pseudonim – Kiełbik. Koło praktycznie utrzymałem czołowej grupce do wjazdu na pętle, później towarzystwo zaczęło się rwać. W mojej kategorii miałem przed sobą dwóch rywali- Macieja i Oscar- jednak w połowie pierwszej pętli spadłem na 4 pozycję. -- ---- Myślę, nie jest źle, -ale za wszelką ceną starałem się dogonić poprzedzającego mnie rywala. Powiem szczerze, że kolesie z innym kategorii mnie nie interesowali. W połowie drugiej rundy kolega z SOGEST wywalił w błotku łazana, a że jechałem za nim straciłem rytm i parę sekund, i w tym momencie dwóch rywali z M3 mnie wyprzedziło. Pocisnąłem co sił, ale, że był to płaski odcinek nie za bardzo mi szło... Rywali widziałem przed sobą... Pod koniec 2 rundy dojechał do mnie Tedzik i wtedy zaczęliśmy jechać razem. Na 3 rundzie kolega Oscar osłabł, a także miał defekt siodełka, więc został za mną. Przed sobą miałem widok zawodnika z Ranta więc Tedzik mnie wspomagając pozwolił mi na jego dojście. Na jednym z końcowych podjazdów nie zostawiłem przeciwnikowi złudzeń kto rządzi na podjeździe... Na dojazdówce do mety Tedzik zarzucił niesamowite tempo, a mój wróg- wiatr nie pozostawł złudzeń, że nie dojde dwóch zawodników z M3 którzy byli przede mną. Tedzik tak podkręcił, że nogi miałem jak z kamienia...on zdarzył dogonić przed metą moich konkurentów, a ja już nie.




W sumie rywalizację skończyłem na 4m. w M3 i 12 open to jedno oczko wyżej a niżeli w gubińskiej edycji GPL.


Po wyczerpujących 47 km jak zwykle było pełno niesamowiych wrażej z dość wyczerpującej trasy.Komentarze (0)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz