czwartek, 6 października 2011

Last Action Hero- czyli ostatni zajazd na Singltrek pod Smrkem

Korzystając z pięknej pogody jaka praktycznie była co weekend od września postanowiłem spędzić go z rowerem. Miałem do wyboru start w płaskim wyścigu lub odwiedzić Singletrek'a. Bo własnie w głowie zawsze mam takie miejsca do których chce z ochotą wrócić i takim miejscem właśnie jest Singletrek pod Smrkem. W tym roku odwiedziłem go już po raz trzeci.

Wybraliśmy się w trójkę: ja, Tedzik i Pająk oraz  moją rodzinką. Tradycyjnie do Singla pojechaliśmy przez Niemcy, ponieważ jest bliżej no i przede wszystkim nawierzchnia dróg jest idealna. Do miejsca docelowego z Żar mamy ok. 110 km!

Wyjechaliśmy na spokojnie i po godzinie 11:00 byliśmy już na miejscu. Pogoda była  idealna, żadnego wiaterku, temperatura w sam raz...Aura przypominała bardziej lato niż jesień, która w kalendarzu gości już 10 dni, więc wrażenia z jazdy były spotęgowane!
Przebraliśmy się, a ja pożegnałem się z rodzinką i ruszyliśmy na trasę.
Początkowe kilometry prowadzą lekko pod górkę. Pająk naciskał mocno na pedały, co powodowało, że tempo było dość mocne. Po przejechaniu pierwszego odcinka dojeżdżając do asfaltu skręciliśmy w lewo na nowo otwarte sekcje. Wpierw jechaliśmy singlem czerwonym by następnie wjechać na czarny. Czarny był trochę bardziej stromy, zarówno w dół jak i w górę. Po chwili byliśmy znów na znanym nam już asfalcie.
W tym miejscu spotkaliśmy dziewczynę, która była dwa tygodnie temu w Steinitz...Zamieniliśmy kilka słów i ruszyliśmy ostro pod górę asfaltem. Tu Pająk pokazał co potrafi. Jechał ot tak sobie na jednym kole...po prostu MAGIK.Po przejechaniu asfaltowego przerywnika czekało nas  to co tygryski lubią najbardziej. Odcinek ten jest chyba najfajniejszy, daje najwięcej frajdy. W singlu do końca nie chodzi o prędkość, tylko o płynność pokonywanych zakrętów czy hopek. Cała ta jazda daje niesamowitą frajdę, ponieważ rowerzysta musi się skupić dokładnie na tym fragmencie trasy na którym właśnie się znajduje, nie można popełnić błędu, a jeśli już go popełnimy albo wylecimy z trasy, albo stracimy rytm. Nie będę opisywał całe trasy punkt po punkcie, po prostu jak dla mnie Singltrek jest esencją jazdy w terenie na rowerze. Liczy się moment, dana chwila...zacytuję tu zdanie z oficjalnej strony: "na singltreku liczą się wrażenia , nie ilość przejechanych kilometrów"aczkolwiek cała trasa przejechana dwukrotnie daje popalić, bo właśnie tyle razy ją pokonaliśmy- łącznie blisko 50 km.
Jeśli kochasz jazdę na rowerze i uwielbiasz mknąć z wiatrem we włosach, krętą ścieżką wśród drzew, to Singletrek jest dla Ciebie...
Poniżej film zmontowany przez Dynamic Color Group

Sezon 2011 mogę uznać za zakończony, wyjazd na singla był jego pięknym uwieńczeniem. Teraz pozostało już tylko roztrenowanie i lekkie przejażdżki w terenie na weekend.

Tedzik

Kris

Pająk
Zapraszam również do przeczytania relacji Tedzika: Link

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz