piątek, 14 marca 2014

Top Gear vs Cyclist i ja




Nie samym rowerem człowiek żyje i wraz z moim 7 letnim synem wspólnie oglądamy jedyny interesujący program motoryzacyjny znany chyba wszystkim: Top Gear. Ostatni odcinek ( 5., seria 21.) miał akcent rowerowy. Prowadzący program Jeremy Clarkson jak dało się wcześniej wg. mnie zauważyć nie lubi tego rodzaju pojazdów. Są męczące, nie mają mocy i są przede wszystkim niebezpieczne. Zadaniem Jeremy'iego i James'a bylo przygotowanie filmu pro społecznego w celu uświadomienia, że jazda na rowerze  w mieście jest niebezpieczna.
Nigdy nie byłem w Londynie, ale mogę sobie wyobrazić, że poruszanie się w tak wielkim mieście w takim natężeniu ruchu może być niebezpieczne. Z tego co się orientuję to tamtejsze władze stawiają właśnie na rowerzystów by odciążyć zatloczone arterie stolicy Angli. Jeremy & James wsiedli na rowery i poruszali się w centrum Londynu przez 3 h. Jeremy stwierdził, że największym zagrożeniem dla cyklistów są autobusy.
Redaktorzy Top Gear przygotowali filmy, które zaprezentowali ekspertom. Żaden z nich im się nie spodobał, a nawet były wg. nich poniżej krytyki. Dodam tyle, że jak zwykle pomysły Jeremy'iego były dość radykalne, z resztą pan Powolny też popuścił wodze fantazji.
Konkludując prezenterzy Top Gear doszli do wniosku, że rowerzysta zachowujący się w miarę rozsądnie na ulicy jest przydatny, ponieważ odciąża ruch uliczny, a tym samym Jeremy będzie miał więcej miejsca na swoje super samochody:)
Ale jak ma się to do  mojej sytuacji bynajmniej? Cóż. Poruszam się rowerem po mieście codziennie. Używanie auta w tak malym mieście jak Żary - 33,5 km² jak dla mnie jest zbyteczne. Oczywiście są wyjątki, ale wszystko można sobie poukładać i używać bicykla. Niestety system ścieżek rowerowych w moim mieście daje wiele do życzenia. Po pierwsze jest ich mało, po drugie piesi nie wiedzą, że ścieżka jest ścieżką, ale ja nawet już nie reaguje na to i po prostu omijam pieszych. Po trzecie przejazd ścieżki przez drogi często kończą się znakiem:
 
i w tym momencie na asfalcie znajdują się najczęściej pasy dla pieszych i powinienem przeprowadzać przez nie  rower. W pewnych miejscach to robię, ale w pewnych nie. Tuż po pokonaniu jezdni stoi znak oznajmujący, że ścieżka się znów zaczyna. Prościej było by wymalować pas dla rowerzystów obok przejścia dla pieszych. Tak jest na początku ul Moniuszki. Takich absurdów jest mnóstwo,  jak np. ścieżka rowerowa o całkowitej długości ok. 30 m, na początku ulicy Bohaterów Getta od strony Żagania. Szczerze mówiąc przyzwyczaiłem się do tych wszystkich niedogodności i kręce się po mieście załatwiając sprawy.  
Zapomniałbym o najgorszej stronie medalu: o kierowcach. Sam jestem kierowcą, bo przecież na zawody czy w góry trzeba jakoś dojechać, ale to co robią niekórzy frustraci ze znakiem rybki na  tylnej klapie przechodzi wszystkie wyobrażenia. Są tacy,  którzy uważają rower ...żle napisałem, którzy go po prostu nie uważają. Każą spadać z jezdni używając wyrazów z pogranicza słownika. Wyzwiska lecące w stronę kierowcy i inne rzczy nie pomagają. Wyleczyłem się już z tego. Najlepsze jest miłe pozdrowienie Pana Kierowcy. Bywają też miłe przypadki spotkań z autami, ale niestety tych jest mniej:(
Trzeba robić swoje i jechać dalej. Każdego dnia cieszę się. że rower daje mi wolność w swobodzie poruszania się po ulicach mojego miasta i tego będę się trzymał

Pozdrower



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz