piątek, 2 października 2020

CROSS COUNTRY XC KSIĘżE GóRY


Dokładnie dwadzieścia lat temu zamieściłem pierwszy post na moim blogu. Był to linkowany już tu test klamkomanetek Shimano Deore XT- 8 speed.
A dziś zapraszam do przeczytana obiecanej relacji z ostatniego mojego startu w Pniewach. Pniewy w województwie wielkopolskim to jedna ze stałych pozycji w moim kalendarzu XC. Ścigam się tam regularnie od 2015 przy okazji Mistrzostw Wielkopolski w XC. Trasa jak na warunki tego regionu naszego kraju jest fenomenalna. Runda w Księżych Górach to zielona plama na satelitarnej mapie okolicy. Jedna góra, kilka podjazdów, plus sekcje techniczne to sprawdzony przepis na selektywną trasę. W tym roku jednak wszystko wyglądało trochę inaczej niż zwykle. Tak w ogóle wyścig miał się już nie odbyć, ale jednak Odjechani Team podjęli się organizacji z czego bardzo się cieszę...
    Ze względów nie wiem jakich wyścig odbył się w formule OPEN, przy ograniczonej ilości zawodników do 50 osób. Myślę, że lepszym rozwiązaniem byłby podział na kategorie- elita/masters + kobiety, ale zaważył tu pewnie czynnik ekonomiczny: nagrody były rozdane w formie pucharów dla pierwszych trzech zawodników open + kategorie pochodne: drwale i mieszkańcy Pniew. Dla każdego zawodnika był medal za udział- którego nie odebrałem. Wyznaję zasadę: albo PUDŁO, albo NIC. Nie ma tłumaczenia się.
    Prognoza pogody nie była zbyt optymistyczna, ale pomyślałem, sobie, że pojadę tam w ramach przygotowań do  zbliżającego się sezonu przełajowego. Lubię warunki na trasie, gdzie oprócz siły i wytrzymałości liczy się również umiejętność opanowania roweru. 
    Po dotarciu na miejsce okazało się, że nie jest tak źle jak się zapowiadało. Sprawnie odebrałem numerek startowy i od razu po przebraniu ruszyłem na objazd rundy.
    Trasa była sporo zmieniona- była to okrojona wersja rundy, którą wcześniej znałem. Ogólnie pasowało mi to ponieważ wyścig w Pniewach zawsze był najdłużej trwającym w sezonie (2019- 1h20min.). Przeważnie ścigam się do 1h, a te 20 minut może mieć znaczenie. Jak się jednak okazało organizatorzy wraz z porozumieniem z zawodnikami skrócili wyścig do pięciu okrążeń.
    Na 50 minut przed startem wyciągnąłem rolkę z auta i odpaliłem procedurę startową. Hop i kręcimy. Na początku powoli by rozruszać organizm, potem mocniej plus kilka mocniejszych przyspieszeń. I tu trochę się zdziwiłem bo byłem jedyną osobą, która robi rozgrzewkę w ten sposób...Czułem się trochę jak małpka w ZOO. Na innych wyścigach, w których biorę udział rozgrzewka na rolce to coś normalnego, a  w Pniewach nie do końca. Czułem się wyobcowany...bo wiele osób dosłownie przyglądało mi się z zaciekawieniem. Nie wiem, może to źle odebrałem?
    Na 10 minut przed startem zeskoczyłem z rolki, przebrałem się bo lekko się zagotowałem i następnie ustawiłem się już na linii startu. Niestety nie było wyczytywania choćby nawet wg. kolejności zgłoszeń, czyli kto pierwszy ten lepszy. Ustawiłem się w połowie stawki. W pierwszej linii widziałem osoby które swoją posturą raczej nie powinny się tam znaleźć ( tak moje przypuszczenia się sprawdziły- na 2 rundzie gościa już dublowałem).
start

Start! Ruszamy na trasę bez rundy rozbiegowej po polanie, a następnie wpadamy do lasu, tym razem nie ma skrętu w lewo, gdzie rok temu szło dosłownie na łokcie! Lekki podjazd, jest dość szeroko, ale tłoczno. Pierwsza sekcja techniczna- czuję się blokowany, ma to swój plus z racji niskiego tętna, jadę dalej, a na pierwszym podjeździe przeskakuję kilka osób i atakuję na każdym możliwym wzniesieniu. Odpoczywam na płaskim, dojeżdżam na drugą cześć rundy, pokonuje sekcje techniczne i mijam metę. Rundę kończę w okolicach 12 min. Szybko sobie kalkuluję- będzie to idealny wyścig - 5 rund w 1h. Na kolejnych 2 rundach przeskakuję kilku zawodników, którzy mają widocznie dość. Nie wytrzymali tempa. Do mnie dojeżdża jeden zawodnik i wyprzedza mnie na początku 4 rundy- na łatwiejszej jej części. Jadę za nim, ale czuję znów, że na sekcjach technicznych mnie blokuje. To mi pozwala odpocząć, a następnie odpalam atak na najdłuższym podjeździe. Konkurent nie wytrzymuje tempa, a ja przy okazji dubluje zawodników.


Nie ukrywam, że poczułem ogromną satysfakcję, że w końcu ja dubluje, a nie jestem dublowany!!! To mnie niosło do mety, ale miałem do pokonania jeszcze jedno okrążenie. Warunki na trasie były zmienne, trochę padało, wiało, ale nie przeszkadzało mi to. Skupiałem się tylko nad tym co mam tylko przed sobą by nie popełnić żadnego błędu, bo pewne sekcje w tych warunkach były zdradliwe. Zgodnie z przewidywaniami na metę dotarłem dokładnie po 1h od startu utrzymując swoją pozycję. W pełni euforii zrobiłem krótki rozjazd, a następnie umyłem rower, ogarnąłem się i w tym momencie dotarł do mnie instagramowy kolega @piotr, który kibicował mi na trasie. Pogadaliśmy chwilę, a następnie spakowałem się i pojechałem do domu.



    W dotarciu do domu okazało się, że byłem 5. open i 2. w kategorii M4. Całkiem nieźle mając na uwadze 44.  sklasyfikowanych osób.

    Brakowało mi takiego startu, gdzie mógłbym powalczyć, co prawda obsada nie była jak widać mocna, ale czasami warto wziąć udział w takim wyścigu, by lekko połechtać swoje ego i stwierdzić, że są jednak amatorzy, którzy muszą jeszcze sporo potrenować:) W sumie przypomniały mi się czasy wyścigów, które organizowałem w Żarach na podobnej zasadzie: start wspólny wszystkich kategorii, trasa dość łatwa technicznie i duży rozrzut poziomu zawodników. Co raz częściej chodzi mi pomysł zorganizowania w Żarach wyścigu XC, ale takiego z prawdziwego zdarzenia.

    Podsumowując: wyścig kończący sezon XC uważam za bardzo udany, taka kropka nad "i", która utwierdziła mnie w tym, że wiem co robię, nie tłukę bezsensownych kilometrów, które w sumie nic nie dają, robię konkretny trening, a przy tym nie oglądam się na innych. W sumie zawsze tak było, że nie podążałem za tłumem i robiłem swoje, czyli jednym słowem: #bądźupartyjedźcrosscountry.


Pełne wyniki [...]






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza