wtorek, 22 listopada 2011

Podsumowanie sezonu 2011

Jesień...jak zwykle to czas podsumowań. W sumie nie wiem od czego zacząć, ale pierwsza myśl jaka mi się nasuwa to to, że w tym sezonie zacząłem bardzo późno ściganie...bo aż dopiero w maju. Bywało, że pierwsze wyścigi zaliczałem  w lutym/marcu, a w kwietniu to już musowo...No wyszło jak wyszło...Z cyklu Grand Prix Lubuskiego wypadł Gubin więc pierwszy start był w Drzonkowie w maju. 
Pomimo, że trasa nie należy do moich ulubionych, bo jest praktycznie płaska zająłem tam najlepsze miejsce w tym sezonie: 3 m. w kat. M3 i 8 open. Nie będę się rozpisywał na temat poszczególnych startów, bo nie ma to najmniejszego sensu, ale powiem tyle, że było ich najmniej w ciągu tych ostatnich lat bo tylko 10...Z tą różnicą, że pięciokrotnie byłem pośmigać w górach. I te wyjazdy wspominam chyba najmilej. Pierwszy wypad w kwietniu na Singltrek na Wielkanoc był i będzie niezapomniany. Miało być lajtowo a było hardcorowo:). Singiel jest jedyny w swoim rodzaju, daje niesamowitą radość z jazdy...ale również dobra przejażdżka po Izerach, które bardzo dobrze znam daje sporo wrażeń...
W tym roku odpuściłem sobie zupełnie jakąkolwiek generalkę w lubuskim czy zielonogórskim Grand Prix MTB. Dlaczego? A ponieważ większość tras było płaskich i z racji tego wolałem wybrać trening w górach lub wyścigi u naszych zachodnich sąsiadów, których zaliczyłem 4, które oferują znacznie ciekawsze trasy czy poziom trudności wyścigu. Podobnie jak rok temu wraz z teamem wziąłem udział w wyścigu 24 godzinnym. Impreza ta, to przede wszystkim dobra zabawa, ale rywalizacja też ma swój udział, która wszystkim się udziela.
W mijającym roku sporo jeździłem do lasu, z pewnością więcej niż w latach ubiegłych. Ogólnie wydaje mi się, że czerpałem więcej radości z jazdy...Najczęściej jeździłem z Tedzikiem, przejechaliśmy wspólnie najwięcej kilometrów., sporo na szosie, ale również w terenie. Niemniej jednak bywały treningi na początku sezonu, gdzie sam pokonywałem 2 h w zupełnych ciemnościach, ponieważ nikt nie miał już ochoty by jechać ze mną po zmroku.
W październiku i listopadzie zaliczyłem jeszcze klika lajtowych wypadów do lasu. W chwili obecnej rower i ja odpoczywamy, a co do planów na przyszły sezon to wkrótce coś napisze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz