poniedziałek, 11 lutego 2013

Zima...

Kris & Prezes
Zima nie odpuszcza i chyba nie zamierza szybko tego zrobić, więc postanowiłem niedzielne przedpołudnie spędzić  na rowerze w terenie. Pogoda była zachęcająca: lekki mrozik, brak wiatru i trochę świeżego  śniegu. Zamierzałem wybrać się sam, ponieważ wcześniej z nikim się nie umawiałem, ale dla pewności ustawiłem opis w znanym wszystkim komunikatorze: "10:30 MTB"..., nie minęło pięć minut i dwa telefony zmieniły już opis na: "11:00 MTB u Szekera". Wszystko jest fajne, ale ubieranie zimą mnie wykańcza...ale jakoś przebrnąłem przez ten punkt programu. Punkt 11:00 zjawił się Prezes Żółty i udaliśmy się zakosami między blokami do Szekera, który już czekał na nas...Szeker, czyli Jarosław pomimo, że jest z Żar od tego sezonu reprezentuje barwy BodyiCoach Cycling Team, ale to nie stoi na przeszkodzie by razem trenować...:)

Kierunek jazdy tym razem był inny...Trasa była przejezdna, chociaż zmrożone koleiny wraz ze śniegiem powodowały czasami niespodzianki. Udaliśmy się w kierunku Sieniawy...tuż za Kronozdrojem skręciliśmy w lewo by dojechać do głównej drogi. Zamierzeniem tego treningu była przede wszystkim jazda w terenie ale niezbyt intensywna z naciskiem na technikę. I to nam się znakomicie udawało. Dukty pokryte śniegiem skrywały różnego rodzaju niespodzianki, które wybijały z rytmu, a powrót na trasę czasami był ciężki. Zakosami udało nam się dotrzeć do Zielonego Lasu. Po drodze zahaczyliśmy o ruiny szybu kopalni...A zjazd od wierzy widokowej był na prawdę ekscytujący. Następnym celem był nowy szlak, który mieliśmy okazję zaliczyć tydzień temu. Reklamowany przez Kronozdrój niebieski szlak "przez żarską Arkadię” zaciekawił mnie z racji poziomu trudności, który jak się okazało będzie idealny na wycieczki z moim synem, których już się nie mogę doczekać. Boli mnie jednak fakt, że krajowy lider wycinki lasu mydli ludziom oczy paroma tabliczkami i niby to ma być propagowanie zdrowego trybu życia... chyba z formaldehydem?
Odcinki te nie są dla mnie niczym nowym, ale zawsze lepiej jak są oznakowane...
Po niebieskim szlaku skierowaliśmy się w kierunku czarnego szlaku i następnie czerwonego by dojechać do leśniczówki. Tam pożegnaliśmy Żóltego, a wraz z Jarosławem udaliśmy się w kierunku koszar. Oczywiście lasem... I tak po dotarciu do domu wyszło nam dokładne 2 h. Jeśli pogoda w przyszłym tygodniu dopisze powtórzę taką traskę. Coraz częściej myślę o jakimś urządzeniu GPS marki Garmin. Fajnie by było nanieść taką trasę na mapę...Pożyjemy, zobaczymy, a tym czasem w tygodniu planuje 3 treningi na rolce...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz