poniedziałek, 6 czerwca 2011

MTB Maraton Euroregionu Nysa Bolesławiec

Można by rzec: " Kto nie ma w głowie ten jedzie bez SPD"... I tak tez się stało. Drugi start w tym sezonie  wypadł w  Bolesławcu. Maratonik...Gdy już byłem gotowy by się lekko rozgrzać okazało się, że zapomniałem butów SPD. Od razu udałem się do biura zawodów i spotkałem tam samego głównego organizatora wyścigu, w osobie Prezesa Cyklosportu Bolesławiec, Pana Jacka Domowicza. Stary znajomy szybko zorganizował mi buty SPD, jednakże co się okazało...Bloki były od cranków...Więc wystartowałem w trampkach. W sumie aż tak się nie zagotowałem jak to zwykle było. Po prostu podszedłem do tego startu z dystansem. Niemniej jednak  spodziewałem się czegoś innego. Pomijając fakt, że jechałem bez SPD. Trasa nijaka. Pole, wiatr i piach...Punkt 11:00 może z 30 zawodnków wyruszyła na trasę by walczyć z upałem, kurzem i wiatrem. Ustawiłem się z tyłu stawki, ponieważ bez spd raczej nie mogłem pójść ostro do przodu. Czub praktycznie zaraz odjechał a ja goniłem tylko Bartucha i Dragona...Bo tylko ich miałem w zasięgi  i jednego gościa z Cyklosportu. Dogoniłem ich na jakimś 5 km. Trochę odpocząłem i wyszedłem na zmianę. I po chwili zostaliśmy sami, koleś z cyklosportu nie wytrzymał naszego tempa. Dragon jak zwykle rwał. Starałem się trzymać jego tempo. Jednakże na nierównościach ciężko mi było.  Po jakiejś chwili jechaliśmy z Dragonem już tylko we dwóch, Bartuch gdzieś został. W końcu gdy dojechaliśmy do lasu, odrobina cienia dała lekką ulgę. Dogoniliśmy jednego zawodnika z defektem, który po jakimś czasie nas doszedł, wówczas Dragon skoczył a ja nie zareagowałem więc zostałem sam. Na powrocie przed bufetem sznurówka wkręciła mi się w korbę, więc musiałem na chwilę stanąć, wówczas Dragon mi całkowicie odjechał. I w tym momencie dogonił mnie jakiś masters, ale gdy tylko ruszyłem nie dałem mu złudzeń. I samotnie dojechałem do mety... Zajmując 6. miejsce w mastersach.
Podsumowując muszę przyznać, że imprezę uważam za udaną, pomimo niezbyt atrakcyjnej trasy, a humoru nawet mi nie popsuł brak butów SPD, i przede wszystkim w tym wszystkim chodzi. Ride for fun!

czwartek, 2 czerwca 2011

Grune Wald- it's my life!

We wtorkowe późne popołudnie od razu po pracy wybrałem się w końcu do naszego/mojego Zielonego Lasu. Tedzik, Masło, Gutek, Olaf i Krupek...Było ciekawie. Za punkt wyjścia uznaliśmy wieże Bismarcka. Pierwszą rundę prowadził Tedzik. Trzymałem jego koło na podjazdach, jednakże na zjazdach nieznacznie odstawałem. Jednakowoż większość chłopców będących ze mną  na treningu jeździ od 2-3 sezonów, to opowiadałem im w międzyczasie jak prowadziły co poniktóre trasy wyścigów organizowanych w Zielonym Lesie od 2002 roku!!!
Następną rundę prowadziłem ja, wybrałem jak najdłuższe podjazdy w Zielonym Lesie. Satysfakcja była gwarantowana:) Po udanym treningu odprowadziliśmy Tedzika do Sieniawy przez Olbrachótw. Łącznie wyszło prawie 40 km.

Podsumowując muszę napisać, że będzie mi brakować wyścigów w Zielonym Lesie. Imprezy z cyklu Grand Prix Lubuskiego to spacerek w porównaniu przy poziomie trudności jaki oferuje Zielony Las, jedynie imprezy na Ochli mniej więcej odpowiadały poziomowi Zielonego Lasu. Jednakże jak widać nie ma chętnych by zrobić coś w tym kierunku, zarówno w cyklu GPL jak i w Żarach:(

czwartek, 26 maja 2011

poniedziałek, 23 maja 2011

Singltrek pod Smrkiem

O tym jak było nie trzeba pisać...Wystarczy obejrzeć film z mojej kierownicy. Czad, czad i jeszcze raz czad...Ale od początku.

Po ostatniej wizycie na Singlu stwierdziłem, że trzeba to miejsce odwiedzić jeszcze raz. Ponieważ byliśmy już lekko ujechani i czułem niedosyt. Przy okazji obiecałem mojej żonie, że zabiorę ją na super traskę...
Korzystając z wolnego weekendu i super pogody wybraśliśmy się z ekpią: Tedzik, Dragon, ja, żona, Igor oraz Kiełbik w osobnym transporcie na wypad...Na miejsce miał dojechać też Adam M. ex. klubowicz i tak też zrobił, po wczesniejszym uzgodnienu koordynat miejca spotkania.
Igor
Pierwszą rundę zrobiłem wraz z Igorem, który podróżował na siedzonku. Ktoś powie- stary oszalał...! Otóż nie. Ponieważ ostatnimi czasy Igor w drodze do przedszkola karze mi wybierać najtrudniejsze ścieżki w parku miejskim, gdzie dwa lata z rzędu miał miejsce  wyścig dla dzieci i młodzieży po rozmowie z synem postanowiłem się  z nim przejechać po trasie. Singiel ma to do siebie, że praktycznie jest równy, nie ma korzeni ani kamieni, które powodowałby dyskomfort podróży w foteliku. Jedynym mankamentem tej wyprawy były "hopki", ale na nich wytracałem prędkość by mocno nie podskakiwać wraz z moim super pasażerem. Ogólnie Igorowi się podobało. Mnie również...w szczególności podjazd asfaltowym przerywnikiem...I tak po ponad półtora godziny dotarliśmy spowrotem na parking. I wtedy.....ATAK!
Tedzik
Druga runda to miała być czysta adrenalina i fun z jazdy. Pięć osób, praktycznie koło w koło na krętej ścieżce...I tak też było, co widać na załączonym filmie. Co prawda nie posiadamy mega umiejętnści w skokach czy innych trickach, ale singiel daje niesamowite wrażenia z jazdy, upajanie się jednością : ja i rower, jednakże o sekundę spóźniony skręt może skończyć poza trasą...


Podsumowując można powiedzieć, że żeby przekonać się jaką frajdę z jazdy daje singiel, trzeba po prostu się tam wybrać... POLECAM!

Kris on the track
Kiełbik aka Alberto
prepering to start



....

środa, 11 maja 2011

Grand Prix MTB Lubuskiego # 1 Drzonków 08.05.2011- english

This year I started season  later than last year, so I was not sure where I stand, what my form is. But I have to write that the start really satisfied me.Although the route in Drzonków did not belong to my favorites, becouse it was extremely flat profile, without any technic sections, but I did my best in 100%.

poniedziałek, 9 maja 2011

Grand Prix MTB Lubuskiego # 1 Drzonków 08.05.2011

Grand Prix MTB Lubuskiego #1- Drzonków- 3m kat. M3, 8 open- 1:49:58
Start


W tym roku dość późno rozpocząłem sezon, dlatego też nie byłem pewny na czym stoję. Ale muszę napisać, że ten start na prawdę mnie usatysfakcjonował.
Pomimo, że trasa w Drzonkowie nie należała do moich ulubionych, a wręcz przeciwnie do mniej lubianych ze względu na bardzo płaski profil, praktycznie żadnych "odcinków specjalnych" pojechałem na 100% swoich możliwości.
4 pętla
Od początku. Dystans  na edycji kończącej Grand Prix MTB Lubuskiego 2010 był o 16 km krótszy, czyli o dwie rundy. Nie wiedziałem co na ten temat myśleć, czy to dobrze, czy źle, czy wytrzymam mocne tempo, czy z początku jechać swoje. Jednak gry ruszyliśmy punkt 11:00 postanowiłem jak najmocniej się da pójść do przodu. Co prawda paru zawodników mi odjechało, ale starałem się zbytnio nie wychylać i jechać swoim tempem. Zalapałem się z "szosowcami" i rywalem z M3, niestety jeden z moich "konkurentów" z M3 miał kraksę...Na początku było ciasno, w połowie pierwszego kółka jechałem już tylko w 4 osobowej grupie, reagowałem na bardziej płaskich odcinkach na szarpnięcia szosowców. 
5 pętla


Na jednym z kółek doszliśmy dwóch zawodników  i była już nas szóstka. Na czwartym kółku zaczęliśmy zbliżać się do Speedka by go dogonić przed końcem 4 rundy. Po czterech rundach zerknąłem na czas przejazdu i byłem mile zaskoczony, ponieważ był on krótszy o 3 minuty niż  na zeszłorocznym wyścigu. Więc obserwując sytuację i oceniając swoje możliwości na dziś stwierdziłem, że spróbuje w miarę możliwości podkręcać tempo na singlowych odcinkach, które były minimalnie pod górkę, jednakże po bardzo nie równej nawierzchni, co sprawiało, że traciło się rytm jazdy, a ja lubię takie odcinki, więc tam dokręcałem i kontrolowałem sytuację w tyle, a wszystko to zacząłem na 5 okrążeniu. Moje zabiegi miały efekt w postaci porwania się pociągu. Na płaskim szutrowym odcinku odpoczywałem, by na "zmarszczkach" znów dokręcać. A wszystko po to by zgubić rywali z M3. Na szóstym kółku całkowicie wyszedłem na pierwszą pozycję by dokręcać tempo, jak najbardziej możliwe, ponieważ atak na jednym z minimalnych podjazdów nie miał sensu. I muszę przyznać, że plan się powiódł. Rywal z M3, Mariusz skoczył to przodu na jednym  z krótkich brukowych podjazdów, który był poprzedzony szutrowym odcinkiem...Ale został od razu zkontrowany  zawodnikami z DREAM TEAM'u i w tym momencie również skoczyłem za nimi. Skupiony tylko na tym, by dowieść obecną pozycję do mety. Jednak na mecie okazało się, że jeden zawodnik w barwach DREAM TEAM'u był z mojej kategorii. Jednakże 3 poz. w M3 i 8 open jest jak najbardziej dla mnie zadowalająca. Dobrze jest, gdy wyścig można uznać za udany, samopoczucie jest najważniejsze i samoocena startu, to wszystko w późniejszym czasie mobilizuje bardziej do działania.

poniedziałek, 2 maja 2011

Szklarska Poręba- 01.05.2011

Hmm, rzadko się zdarza, że w ciągu tygodnia jestem  dwukrotnie na treningu  w górach, ale jeśli nadarzyła się takowa sposobność, dlaczego by nie???!!! Tym razem wybrałem się jedynie z Bartuchem.
Początek treningu wyglądał identycznie jak w poniedziałek...Lolą do góry, a następnie w kierunku Kamieńczyka i całość trasy aż do zjazdu z Przedniej Kopy. Okolice koplani Stanisława oferują niezapomniane wrażenia widokowe...

Koplania Stanisława
Koplania Stanisława
Po zjeździe z Kopy (między turystami) skręciliśmy w prawo w kierunku Rozdroża Izerskiego dość długim zjazdem żółtym szlakiem by następnie skręcić ostro w lewo na zjazd który miał miejsce na pierwszych Mistrzostwach Polski w Maratonie MTB w 2003! Zjazd bardzo długi, który kończył się przy tablicy Świeradów Zdrój. I w tym momencie zaczęliśmy wspinaczkę w stronę Stogu Izerskiego. Tempo równe, piękna pogoda, super widoki...Czego chcieć więcej>??? Gdy dotarliśmy do skrzyżowania drogi od centrów Świeradowa na Stóg skierowaliśmy się w dół, by minąć miejsce mojej niefortunnej wywrotki z przed 15 lat!!!








 Po zaliczeniu centrum Świeradowa skierowaliśmy się na Sępią Góre- odcinek utkwił mi w pamięci z pierwszego maratonu G&G z 2001 roku!!! Podjazd smakowity...Później niebieskim szlakiem kierowaliśmy się już w stronę Rozdroża Izerskiego. Jakby nie było w jednym momencie zgubiliśmy trasę i gdyby nie turyści w środku lasu, ciężko było by nam wrócić na szlak. Jak się okazało musieliśmy gdzie "przestrzelić" jeden skręt. No ale za to zaliczyliśmy piękny podjazd na Kamienice:). Z tamtą już było tylko z góry do Rozdroża. Niestety...Przy rozdrożu nasz czas jazdy się skończył. Musieliśmy do Szklarskiej już zaatakować asfaltem....
Łącznie 65 km, 3:45 minut, prędkość max. 63,4 km/h:) Przy najbliższej okazji wybieram się znów w Izery!

sobota, 30 kwietnia 2011

Bardzo szybki trening...

Korzystając wczoraj z okazji wybrałem się na trening, po pracy o 18:30. Umówiłem się z Masłem...Szybkie tempo i znana trasa powodowały to, że nie forsowałem się zbytnio. Trasę blisko 54 km pokonałem w 1h 37 min...

piątek, 29 kwietnia 2011