niedziela, 29 sierpnia 2010

Grand Prix Lubuskiego # 10 Drzonków

Ostatnia edycja GRAND PRIX MTB LUBUSKIEGO miała miejsce w Drzonkowie. Trasa podobnie jak rok temu niczym mnie nie zaskoczyła. Ogólnie była płaska z paroma hopkami. Moja pozycja w gp była czysta i klarowna. 4. Miejsce nie zagrożone i brak szans na awans na 3. Pozycję.

niedziela, 22 sierpnia 2010

XXIV Wyścig MTB Żary XC 2010

To już 8 lat jak zacząłem organizować wyścigi MTB w Żarach. Pierwszy miał miejsce 22.08.2002 roku z inicjatywy Pana Huberta Drebszoka i tak...aż do dziś.Zaczynaliśmy skromnie, małe fundusze, mało zawodników. A dziś? Elektroniczny pomiar czasu, loteria fantowa i 10 kategorii wiekowych.

niedziela, 15 sierpnia 2010

XXIV Lech Bike Festival- Maraton...

Pogoda przez cały tydzień nie zapowiadała się tak fajna jaka była na starcie tej imprezy. Nawet wyjeżdżając z Żar ciągle padało...

Tym razem jechałem z Dragonem. Tedzik nie dał rady jechać po nocnej zmianie w pracy. Na starcie był również Tofik, Bartuch oraz Olaf. Start tradycyjnie odbył się spod wyciągu. Jednakże muszę przyznać, że uroki tej imprezy już przeminęły...Jednym słowem...KOMERCJA< KOMERCJA to jest to co mnie....
Chociaż, za 50 PLN, dostałem wypasiony T-shirt, smycz SIGMY, dwie taśmy odblaskowe więc nie jest żle...
Do rzeczy... Start spod wyciągu pod Lolę...Czyli tradycja... Tras taka jak w 2006...Początek lekko pod górę, a potem bardzo szybko i co? Jadąc z Tofikiem i Bartuchem goniąc Dragona na jednym z zakrętów usunęło mi się przednie koło i... ups...gleba. Byłem w lekkim szoku...Trochę obolały. Musiałem przestawić kierownice i ruszyłem dalej. Niestety chłopcy mi juz odjęchali. Na początku ciężko było mi złapać rytm. Nawet "laski" zaczęły mnie wyprzedzać. Ale po chwili byłem już w zmotywowany... jak nigdy. Zacząłem odrabiać straty. Już mialem na horyzoncie Tofika, a po chwili był już mój...ale po chwili zgubiłem trase i chłopaki mi znów odjechali... A, że singiel nie był zbyt łatwy więc szybko nie mogłem ich dojść, ale jak już singiel skończył doszedłem Tofika i Bartucha... Zamieniliśmy parę słów i zaczęliśmy się wspinać na jeden z najwyższych punktów na trasie... I nóżka jakoś zapodawała i chłopcy zostali w tyle, a po chwili doszedłem Dragona, ale bez SRS. No i po chwili skonczył się podjazd i zaczął zjazd...Ale już uważałem...Ciąłem się z jednym gościem na pięknym S-WORKSIE carbonowym... On pykał mnie na zjazdach a ja na podjazach i tak dotarłem na 11 miejscu open... Nie było źle....aczkolwiek plan był na 2 rundy...

niedziela, 1 sierpnia 2010

Głuszyca...:(

Dziś miałem wystartować w 7 edycji Powerade® Suzuki MTB Marathon w Głuszycy. Ale niestety po przebojach żołądkowych trwających od zeszłej niedzieli raczej ciężko było by mi ciężko ukończyć ten jeden z najcięższych maratonów w Polsce. Szacun dla Kiełbika, który zajął 21 m. open i Bartucha który walczył z dystanem 5 h i ukończył wyścig w połowie stawki. Cały czas byłem dychem z chłopakami. A bym zapomniał: Głyszycę wygrał znów Łukasz Pihulak- cóż- chłopak z mojego miasta, ex teammate:) Najbliższym startem będzie Festiwal Rowerowy, a całe moje trenowanie powinno skupić się na moim Vancover:)

niedziela, 25 lipca 2010

Krosno Odrzańskie MTB

Otwarte Mistrzostwa MTB Krosna Odrzańskiego zapamiętam na zawsze. Po pierwsze trasa była dość wymagająca, a po drugie złapałem gumę, a po trzecie okropnie mi się jechało.

Do rzeczy...Trasa usytuowana w centrum miasta, poprzecinana serpentynami oraz z praktycznie z dwoma zjazdami, które raczej nie były wymagające.
Krosno Odrzańskie MTB

Start na asfalcie, a po chwili runda po parku. Jechałem w czubie, ale już na pierwszym kółku czułem się fatalnie, byłem mega wzdęty...a do tego poczułem, że w tylnym kole schodzi mi powietrze. W połowie 2-ej rundy stanąłem by dobić powietrza do koła i to był błąd, bo na 4 kółku historia się powtórzyła...Powietrze znów zeszło. Więc musiałem zmienić dętkę, ale nie miałem pompki, bo mój nabój już zużyłem. Na całe szczęcie zjawił się kolega Adam z ZG i porzyczył pompeczkę, więc w miarę sprawnie udało mi się zmienić koło, aczkolwiek w sumie straciłem ok. 7 min.

Niestety gdy ruszyłem na trasę nie było już mocy...Moc zeszła wraz z powietrzem. Jechałem po prostu swoje, a 8 na kółku dogonił mnie Tedzik- czyli zrobił mi dubla, ale nie przejałem się tym, a wręcz przeciwnie ucieczyłem bo nadjechał gość, który jeździ moim tempem i mogłem trzymać mu koło. I tak przejchałem z Tedzikiem 2 rundy i jezcze jedną sam... Wyścig ukończylem na 48. poz open i 15 M3. z czasem 01:51:36.

Teraz najwżniejsze by dobrze pojechać na własnym terenie- Żarach, ale z doświadczenia wiem, że będzie to najcięższy wyścig sezonu.

czwartek, 22 lipca 2010

Izery trip

W środowy upalny poranek wybrałem się z moimi trening partnerami do Szklarskiej Poręby. Wyjazd planowałem od dawna, bo raz w roku wypada pojeździć bezstresowo w górach.

niedziela, 18 lipca 2010

IV MTB Łagów

Po krótkim urlopie nad morzem postanowiłem po powrocie na drugi dzień wystartować w IV MTB Łagów. Trasa była mi trochę znana z 2007 roku. Jedyne obawy związane z wyścigiem to przede wszystkim organizacja, jednak która okazała się troche lepsza niż w I edycji tejże imprezy.
Galeria

poniedziałek, 28 czerwca 2010

III edycja Grand Prix MTB Zielonej Góry

27 czerwca 2010 odbyła się III edycja Grand Prix MTB Zielonej Góry, a zarazem VI wyścig zaliczany do Grand Prix MTB Lubuskiego. Jak na razie wziąłem udział łącznie z tym wyścigiem w 4 imprezach zaliczanych do GP LUBUSKIEGO. Pierwsza wypadła mi Kargowa ponieważ organizowaliśmy wyścig dla dzieci, a drugi wyścig w ZG wypadł mi tydzień temu gdzie startowałem w Niemczech na 24h

Pogoda zapowiadała się dobra, ciepło, nie za gorąco. Na miejsce startu- czyli Ochlę wybraliśmy się ja, Tedzik i tofik oraz moja wspaniała rodzinka. Igor korzystając z pogody mógł na miejscu z kolegami- Tymonem i Szymonem popluskać się w wodzie na kąpielisku.

Trasa tym razem nie była tak ciekawa jak miała miejsce miesiąc temu. W sumie nie zdążyliśmy jej objechać bo runda miała aż 11 km.

11:00- start. Start był bardzo szybki, udało mi się nawet utrzymać tempo pierwszej grupy- ok. 4 km gdzie było naprawdę płasko. Potem zaczęły się piachy i jazda nie była taka łatwa. Od pierwszych metrów ścigałem Rafała Celucha, by utrzymać mu koło. Jechało się dobrze. Pierwszą rundę jechaliśmy razem, było nas sporo. Na drugiej rundzie dogoniłem Kiełbika, który po sobotniej imprezie weselnej nie był w swojej dyspozycji więc jechał ze mna. Niestety zaraz po chwili musiałem się zatrzymać, ponieważ znów sztyca mi zjechała. Pociąg odjechał mi, a podwyższenie sztycy trwało może z 10-15 sek. Kiełbik wziął sprawę w swoje”nogi” i dociągaliśmy do grupy gdzie miałem już dwóch rywali ze swojej kategorii. Praktycznie na pierwszym z podjazdów doszliśmy grupę, w której m.in. był Tedzik, Olaf, Dragon. Na jednym z podjazdów próbowałem odskoczyć rywalom i tak tylko Tedzik i Kiełbik zostali. Między nami byli też inni zawodnicy. Jednak dopiero cała akcja była na trzeciej –ostatniej rundzie, gdzie miałem jeszcze jednego rywala z PRO RACE TEAM, który ostatnio po prostu mnie objeżdzał. Po tym jak na poprzedniej z rund udało mi się dojść grupę, która na tak płaskiej trasie wolno przecież nie jechała, po czułem moc i stwierdziłem, że nie mam na co czekać i musze atakować. No i wszystko rozegrało się na jednem z piaszczystych podjazdów, a potem pod wierzę bismarcka. W między czasie doszliśmy jeszcze jedną grupę, gdzie jechał Szeker, BIKESTACJA.PL<SMS>, jednak gdy Kiełbas dał mu zmianę nie utrzymałem koła...W sumie odskoczyło nam dwóch zawodników z M2, ale oni mnie tak naprawdę nie interesowali. Zostawiłem dwóch z M3 za sobą i plan wykonałem. Kiełbik i Tedzik wykonali piękną drużynową jazdę, za co im dziękuję. Wyścig ukończyłem na 4. lokacie w M3, 16 open wjeżdżając z Tedzikiem i Kiełbikem razem na mete z czasem: 1:23:44.



Grand Prix MTB Zielonej Góry # 3




poniedziałek, 21 czerwca 2010

Heavy 24h MTB Race, Chemnitz

W ostatni weekend wystartowałem w Heavy 24h MTB Race w Chemnitz w Niemczech. Był to długo oczekiwany wyścig, ponieważ było to nowe doświadczenie. Wyścigi 24- godzinne są coraz bardziej popularne na zachodzie Europy. Można startować solo, w parze lub w drużynie 4 lub 8 osobowej. My jako debiutujący na takiej imprezie wystawiliśmy ośmioosobowy skład: Kiełbik, Tomek No Hands, Tedzik, Tofik, Barthez, Bartuch, Żółty oraz Kris czyli ja no i P.a.w.e.l, który był naszą obsługą w wolnych chwilach...

W Chemnitz zameldowaliśmy się na miejscu o 9:00, gdzie organizator od razu nas rozpoznał i po angielsku dowiedzieliśmy się wszystkiego na temat zasad rozgrywania wyścigu. Po odebraniu numerków, chipów, koszulek, transpordera rozbiliśmy swoje obozowisko w którym mieliśmy wszystko: począwszy od oraz scyzoryka przez wszelkiego rodzaju koksy na trenażerze kończąc. Później zapoznaliśmy się z 8,8 km rundą, która wbrew pozorom nie była zbyt łatwa. Początkowe kilometry były bardzo szybkie - szuterek lekko z górki i pod górkę następnie przechodząc w techniczne single. Na jednej rundzie było 150 m przewyższenia.

Formuła wyścigu polegała na tym kto lub która z drużyn przejedzie jak największą liczbę okrążeń w ciągu 24 godzin.

Start zaplanowany był na 12:00. Na pierwszy ogień poszedł Kiełbik. Od pierwszej rundy wypracował 5. miejsce, które utrzymał na następnym okrążeniu. Następnie jechał: Żółty, potem Bartuch, Tofik, a następnie ja, potem Tedzik, Barthez i zmianę zakończył Tomek No Hands. Mieliśmy opracowany system wczesnego powiadamiania przez radio. Każdy był odpowiednio powiadomiony przez radio kiedy ma się stawić w strefie zmian,

Na pierwszej z rund jechało mi się w miarę, szczerze mówiąc ujechałem się, wykręcając 27,5 km/h średnią. A single były wprost cudne...Pomimo sporej liczby uczestników można było śmiało wyprzedzać. I tak szło wszystko fajnie do momentu gdy Tedzik na którejś z początkowych rund zerwał łańcuch, a następnie Damian Reczuch aka Tofik urwał hak i przerzutkę w wyniku czego łącznie straciliśmy ponad 11 minut spadając na 9.pozycję.

Na całe szczęście Bartuchowi udało się wtargować u niemca hak do Tofikowego No Shita za jedyne cejn ewro! Po szybkim serwisie zawodnicy mogli kontynuować jazdę. Z okrążenia na okrążenia odrabialiśmy straty, jednak przeciwnicy byli czujni. W nocy każdy z zawodników jechał dwie rundy pod rząd by inni mogli się przespać, jednak tak naprawdę nie było mowy o jakimkolwiek śnie...Ja tak jak przeczuwałem trafiłem na moment gdy zapadał zmrok. Nie lubie tego momentu, ale jakoś sobie poradziłem. Natomiast na nocnej zmianie każdy walił 2 okrążenia. Ciekawe jest, że większość z nas mogła podziwiać piękną nocą panoramę oświetlonego Chemnitz dopiero na 2 kółku...Od godzin rannych walka o pozycję przyjęła poważny charakter, ponieważ drużyna weszła na 7. pozycję a do następnej traciła ok., 13 minut. Także wszyscy zawodnicy dawali z siebie wszystko, a ostatnie zmiany były tak szybkie jak w sobotnie popołudnie. Ostatnią rundę jechałem w sobotę ok. godz. 11:00, dobrze się rozgrzałem na rolce, dobrze nasmarowałem nogi i pełen mocy i wiary w zwycięstwo pomknąłem na ostatnią swoją zmianę. Wykręciłem 18:33, co dało 3 czas z moich najlepszych. Szczerze mówiąc, gdybym jechał na wynik indywidualny nie dał bym z siebie tyle co dla drużyny...Pełne zaangażowanie wszystkich zawodników doprowadziła drużynę Alfa Wil na 6. pozycję, a piąte miejsce było naprawdę blisko, bo do drużyny poprzedzającej zabrakło jedyne 29 sekund!!! Kiełbik pokazał lwi pazur- tak się zapędził, że aż trzasnął 15 rund. Ja, Tedzik, Bartuch i Żółty po 9, a Tofik, Tomek i Barthez po 8. Jednym słowem nie da się tego słowami opisać. Trzeba tam po prostu być i przeżyć. Jednym słowem- świetna zabawa, dobra integracja drużyny i mam nadzieję, że zawitamy tam za rok.

Wyścig w liczbach: łącznie przejechaliśmy prawie 700 km i wdrapaliśmy się na 11250m npm.





Heavy 24 h MTB race Chemnitz